Przeskocz do głównej zawartości
Identyfikator
R17t010
Data
Tytuł
SILNE ODDZIAŁYWANIA JĄDROWE
Etykiety

SILNE ODDZIAŁYWANIA JĄDROWE

SILNE ODDZIAŁYWANIA JĄDROWE

Opis

Z Jakubem Ziołkiem rozmawia Mikołaj Zieliński

Tekst

Mikołaj Zieliński: Jakie znaczenie ma dla ciebie klub Mózg?

Jakub Ziołek: Ma dla mnie znaczenie takie, że tutaj po raz pierwszy spotkałem się face-to-face, krew w krew z kulturą podziemną czy jakąś awangardową. To nie było takie moje spotkanie z tą kulturą, jak przez książki, programy telewizyjne czy płyty. Odczułem to na własnej skórze i bardzo dużo się dowiedziałem o tym, jak może wyglądać kultura inna od tej, do której byłem przyzwyczajony przez szkołę czy rodzinę; o tym jak można w ogóle się otworzyć, być otwarty na inne rzeczy niż te, na które byłem otwarty przez wychowanie w naszej polskiej szkole, polskiej rodzinie. Przez to dowiedziałem się o wiele więcej o sobie i o świecie. Mówię o tym na samym początku, jakie znaczenie miał ten klub, kiedy tutaj przychodziłem. Potem to znaczenie zaczęło się bardziej modyfikować w zależności od tego, jak bardzo wsiąkałem w to miejsce. Miałem też taki okres, kiedy przestałem tu przychodzić. Wówczas znaczenie tego miejsca stało się dla mnie czymś takim drewnianym i czułem, że nic więcej już z tego miejsca nie wyciągnę. Wolałem szukać w innych miejscach, ale potem tu wracałem i znowu odkrywałem dla siebie jakieś nowe przestrzenie. Wydaje mi się, że to miejsce w moim życiu cały czas się zmienia. Im jestem starszy, tym więcej rzeczy tutaj zauważam. Teraz jest to dla mnie przede wszystkim miejsce, które jest związane z tym, że tu pracuję. Jak jestem w Bydgoszczy, to przede wszystkim tutaj spędzam czas. I w pracy, i poza pracą, bo też tutaj imprezuję. Obecnie to miejsce to moja pracownia i drugi dom.

M. Z.: To jest chyba tożsame dla wielu artystów, którzy się przewinęli przez te mury. Niektórzy z tych, z którymi rozmawiałem określali to miejsce mianem drugiego domu – nie do końca miejsce pracy i nie do końca miejsce stricte rozrywki. Czyli jak w domu. Sam to zresztą też odczuwam. Natomiast jakiś czas temu rozmawiałem ze Sławkiem o tym, że on postrzega te nasze działania muzyczne trochę tak, jakby cykl zaczął się powtarzać. Trochę tak jak ekipa, która rozkręcała tę całą imprezę w pierwszej połowie lat '90 – miała dużo energii, werwy, namnożyło się wiele kolaboracji i to miało jakąś siłę. Ta siła była postrzegana z perspektywy czasu w rózny sposób. My wówczas byliśmy młodzi, nie było nam dane obserwowanie tego obiektywnym okiem. Ciebie wówczas w ogóle tu nie było, a ja byłem zbyt młody, żeby to sczaić, zresztą pojawiałem się tylko czasami.

J. Z.: Ja tutaj zacząłem przychodzić jak skończyłem chyba szesnaście lat, więc myślę, że to już było po wszystkim albo końcówka tego, co tu się działo, co miało swój początek w latach '90. Więc tak naprawdę ja to tylko liznąłem przez pryzmat jakichś legend, opowieści, mitów, ewentualnie jakichś nagrań i tyle. Nie doświadczyłem tego na własnej skórze.

M. Z.: Ktoś nawet powiedział, że jak my dojrzewaliśmy, mieliśmy te szesnaście, osiemnaście lat, to przypadło na ten okres atrofii działalności klubu. Środowisko się rozproszyło.

J. Z.: No tak, przecież sam Sławek wtedy wyjechał.

M. Z.: Tak, Sławek wyjechał do Australii i coś przestało żreć.

J. Z.: Niby przestało, ale z tego co pamiętam, to dalej ten klub bardzo fajnie funkcjonował, bo to był okres, kiedy głównie Artur [Maćkowiak] przejął inicjatywę. I poza tym, że się zdarzały jakieś koncerty nieciekawe, to było też dużo fajnych wydarzeń. Mimo że ta energia tych czasów założycielskich gdzieś tam się rozproszyła, to nadal super korzystałem na tym, bo nie dość że tutaj pracowałem przez jakiś czas, to jeszcze bywałem tu regularnie i widziałem bardzo dużo artystycznie ciekawych rzeczy.

M. Z.: Gwinciński powiedział coś takiego w rozmowie, którą z nim przeprowadzałem, odnośnie tamtych czasów, że jak zaczynali jeździć z Arhythmic Perfection, to jemu się wydawało, że takich miejsc, jak to jest mnóstwo w Polsce i że oni w ogóle nie są wyjątkowi ani trochę, tylko po prostu coś tam sobie robią i jak zaczęli jeździć, to się okazało, że wszystkim szczena opada i że traktują ich jak jakiegoś proroka emitującego nowe treści. I okazało się, że w Polsce za bardzo nie było nikogo, kto robi takie rzeczy. Podsumował to w ten sposób, że wychował się w Bydgoszczy na podwórku i okazało się, że to podwórko jest jedyne w Polsce. Jak ty to odczuwasz? Jeździsz, grasz w różnych miejscach, masz porównanie.

J. Z.: Może jest coś takiego, że po prostu uwolniono jakieś siły atomowe w tym miejscu i mimo że te oddziaływania w jądrze atomu są coraz słabsze, to jednak cały czas są obecne. Ta energia, mimo że się rozprasza, dalej jest w stanie trzymać pewne cząsteczki blisko siebie. Faktycznie w Mózgu jest cały czas jakaś taka ciągłość działań. Ciągłość tego, że ludzie się potrafią zebrać w jednym miejscu i tworzyć... nie wiem czy nowe sceny, bo to może za dużo powiedziane, ale tworzyć jakieś nowe związki i to wszystko jest cały czas blisko tego miejsca. Ja szczerze mówiąc nie znam innego takiego przypadku w Polsce.

M. Z.: Właśnie zastanawiam się, czego to jest specyfika? Jak działa to promieniowanie? Czy to jakaś bydgoska kiszonka?

J. Z.: To jest jakaś przedziwna energia. Nie wiem o co tu chodzi. Wydaje mi się, że na pewno pomaga to, że jesteśmy daleko od jakichkolwiek tub promocyjnych i po prostu możemy się skupić na tym, że nie obchodzi nas to, żeby zaistnieć w mediach czy coś, tylko po prostu interesuje nas to, żeby robić pracę. Nie wiem czy to jest kwestia tego, że jesteśmy tacy trochę odcięci, jakbyśmy byli gdzieś na wyspie, zamknęli się w jakimś zamczysku, siedzieli wszyscy i pracowali. Nie musimy się martwić tym, że, powiedzmy, ktoś nas poprosił nagle o zrobienie oprawy muzycznej dla rozdania parasoli gdzieś na Ursynowie i nie musimy myśleć o muzyce w kategoriach jakiejś takiej użyteczności. To niby jest nasza praca, a tak naprawdę jest to też pasja, jest to też praca i pasja naraz. Możemy sobie taką bańkę tutaj stworzyć. A to że tu kiedyś się udało coś takiego stworzyć, wydaje mi się, że z tyłu głowy każdemu z nas rezonuje. Tutaj przecież od zawsze były sceny, od zawszy były jakieś cząsteczki, które się stykały i tworzyły nowe rzeczy. My weszliśmy od razu w ten świat. Przejeliśmy pewne jakieś ideały, nie wiem czy można to tak nazwać, po prostu jakiś modus działania. Wydaje mi się, że wiedzieliśmy, że tak przed nami działano i że to funkcjonowało przez dłuższy czas i było fajne i... czy my to zaadaptowaliśmy? Może nie? Nie wiem.

M. Z.: Na pewno fajniej się uczyć na cudzych błędach niż na swoich, co też raz wychodzi, raz nie wychodzi.

J. Z.: No ale faktycznie nie znam drugiego takiego miejsca w Polsce. Wiadomo, że powstawały jakieś takie bardziej lub mniej efemeryczne sceny, ale one raczej nie były związane z jednym miejscem. Lado ABC w Warszawie raczej było związane z osobami kilkoma, które to wszystko kręciły, ale oni nie mieli takiego jednego swojego miejsca.

M. Z.: Na to zwrócił uwagę Tomek Pawlicki, że dla niego to jest bardzo dziwne i ciekawe, że przez tyle lat to miejsce zdołało się utrzymać, podczas gdy w Łodziach, Warszawach i tak dalej – wszystko padało. Nic nie wytrzymało próby czasu i nawet jeżeli w jakichś miejscach towarzystwo się zbierało przez jakiś czas, siedziało i tam coś robiło, to nagle – ciach – i koniec. Towarzystwo ulegało rozproszeniu albo przenosiło się gdzie indziej na zasadzie bycia nomadem czy kimś takim

J. Z.: Właśnie tutaj te silne oddziaływania jądrowe cały czas funkcjonują. Tym bardziej, że przecież widzimy, że tutaj przychodzą chłopaki typu [Adam] Kempa, Lubiewka [Mateusz Lubiewski], młody Gwinciński. I dalej – przychodzą tu i działają razem, imprezują. Energia cały czas jeszcze działa.

M. Z.: Nie dość, że przychodzą artyści, żeby coś zrobić, to przychodzą ludzie, żeby ich słuchać. Dlatego chyba właśnie teraz o tym gadamy.

J. Z.: Fajne właśnie jest to, że nie jest to coś tak archiwalnego, że teraz gadamy o tym, jak było za starych dobrych, tylko to cały czas ma potencjał i to się może jeszcze rozwijać. Pewnie limit tego rozwoju też jest jakoś określony. Z tego miejsca nie zrobi się pewnie nagle Pardon, to tu...

M. Z.: ...ale z drugiej strony Pardon, to tu nie istnieje... (śmiech)

J. Z.: ...więc może to dobrze.

M. Z.: Tak więc skala pewnych przedsięwzięć może wcale nie świadczyć o tym, że coś ma aż tak silny potencjał.

J. Z.: No właśnie – może się szybko wypalić.

M. Z.: Pawlic z kolei postrzega obecny Mózg jako misia pogrążonego we śnie zimowym. Być może dlatego, że on tu już raczej nie siedzi. No ale chodzi o to, że jego zdaniem potrzebni są młodzi ludzie o bardzo silnych osobowościach, żeby to dalej rozkręcali.

J. Z.: Ja się właśnie przez długi czas trochę obawiałem tego. Wyglądało na to, że my jesteśmy trochę tym zamknięciem tego bydgoskiego rozdziału. Przez długi czas nie znałem nikogo młodszego od nas, kto by działał i po prostu napierdalał. Teraz jest cała rzesza młodszych od nas gości, którzy dalej to robią. To jest super, że to miejsce, mimo że jest uśpionym misiem, to ten miś będzie miał chyba długie życie, na to wygląda.

M. Z.: Może właśnie przez to, że potrafi hibernować. No ale w zasadzie to my powoli mamy coraz więcej rzeczy poza tym naszym grajdołkiem do zrobienia. Wypadałoby, żeby ktoś tu niósł dalej pochodnię (śmiech). Jak to się rozwinie – czas pokaże. Jeśli wszyscy nie stchórzą i nie zwieją gdzie pieprz rośnie, to może się coś jeszcze będzie dalej ruszać.

J. Z.: Nie każdy też ma tyle odwagi, żeby po prostu stwierdzić: "Dobra, pierdolę wszystko, siedzę w Bydgoszczy i robię muzę od teraz", ale mam nadzieję, że jeszcze są tacy ludzie, którzy tak mogą myśleć.

M. Z.: Natomiast, jak już ustaliliśmy, ty już niedługo zawijasz stąd manele. Jak myślisz – będziesz tutaj wracać?

J. Z.: Myślę, że tak. Szczerze mówiąc bardziej się zastanawiam czy będę tam wracać. Mam w planie to, żebyśmy zachowali te sale prób, które tutaj mamy i oczywiście projekty wszystkie, które już zaczęliśmy i które będą się tutaj spotykać dalej, żeby robić nową muzykę. Na szczęście jest to tylko trzy i pół godziny drogi pociągiem, więc nie ma żadnego problemu, żeby się przemieszczać z miasta do miasta. Może niedługo będzie można latać samolotami. To wszystko jest oczywiście do wypracowania. Ciężko z góry założyć, jak to będzie działało, ale where there's a will, there's a way.

Przypis bibliograficzny
Zieliński, Mikołaj i Ziołek, Kuba, “SILNE ODDZIAŁYWANIA JĄDROWE,” MÓZG archiwum, Dostęp 17 listopada 2019, http://archiwum.mozg.art.pl/items/show/101.
Relacje między zasobami

Zasób nie ma zdefiniowanych relacji