Przeskocz do głównej zawartości
Identyfikator
R17t015
Data
Tytuł
Tomasz Gwinciński - rozmowa
Etykiety

Tomasz Gwinciński - rozmowa

Tomasz Gwinciński - rozmowa

Opis

JEDYNE TAKIE PODWÓRKO W POLSCE
Z Tomaszem Gwincińskim rozmawia Mikołaj Zieliński

Tekst

Zagadnieniem, które poruszamy w tych rozmowach jest znaczenie klubu Mózg. Jakie dla ciebie znaczenie ma Mózg, jeśli jakieś ma?

Na pewno Mózg stanowił część mojego życia, krótko mówiąc. Wiesz, ja mam trochę inną historię niż wielu ludzi, ponieważ ja uczestniczyłem w założeniu klubu Trytony i dla mnie Mózg jest tak naprawdę kontynuacją Trytonów. Właściwie był to ten sam skład osobowy, bo Jacek Majewski doszedł, ale Sławek zakładał. Na zdjęciu założycielskim stoimy we trójkę. W Bydgoszczy wydarzyła się taka przedziwna sytuacja. Chyba w roku 1990 byłem na takim specjalnie umówionym zebraniu z władzami miasta, ponieważ chcieliśmy prowadzić działalność kulturalną. Władze przyznały nam wówczas owe Trytony, jako tzw. Świetlicę artystyczną. W każdym razie właśnie ta świetlicowa działalność, posiadanie pomieszczenia, bazy, w której coś robisz oraz dziwny, lecz naturalny fakt obecności w takim miejscu baru poprowadziły mnie z Trytonów do Mózgu, gdzie praktycznie robiliśmy to samo, co w Trytonach. Było tam jednak więcej zespołów, no i, wiesz, to był jeszcze okres takiej wiary w to, że doskonaląc to, co robiliśmy, praktykując to, dojdziemy do jakiegoś celu, którym w sumie nie wiem co by miało być. Nie chodziło o karierę czy coś takiego, a bardziej o to, że rozwiniemy na tyle tę działalność, że będziemy wydawać płyty, że będziemy grać koncerty i zobaczymy co z tego wyniknie. No i to zostało w Mózgu, że tak powiem, przeprowadzone. Na końcu mojego etapu już było studio, były wydawane płyty, były koncerty, zaczęła się współpraca z muzeum i z teatrem, więc to wszystko naprawdę dobrze się rozwijało. I to jest etap mojego życia, który tam spędziłem i tam realizowałem jakieś rzeczy.

Mówisz o etapie, który się zakończył już jakiś czas temu. Wiadomo, że od pewnego czasu nie mieszkasz w Polsce i w Mózgu się nie pojawiasz...

Przed wyjazdem z Polski miałem etap – nazwijmy go – nie mieszkania w Bydgoszczy. Wyprowadziłem się na Dolny Śląsk, gdzie mieszkałem siedem lat, a obecnie mieszkam w Anglii.

Tak, ale gdy mieszkałeś na Dolnym Śląsku, to już wówczas bardzo rzadko cię można było zobaczyć. Praktycznie w ogóle. Czy w okresie od czasu twojej wyprowadzki z Bydgoszczy po dziś dzień dostrzegałeś jakieś emanacje tego, co wydarzyło się wcześniej, czy może twoim zdaniem to zanikło?

Ja nie wiem, bo to jest coś takiego, że po prostu – mimo wszystko muszę użyć tego słowa – ja jestem artystą i przez cały czas rozwijałem swoją działalność na wielu polach i między innymi zacząłem też współpracę z różnymi reżyserami, na przykład teatralnymi, no i też oczywiście w filmie. Będę jednak mówił o teatralnych, ponieważ teatr zmusza cię do czegoś takiego, że podróżujesz. Pracowałem w całej Polsce w wielu teatrach i wydaje mi się, że to jest naturalne, że jest taki moment, w którym rozwijasz coś miejscowo, jest jakiś moment startu, a później ten okres inkubacji – artystycznego rozwoju – dobiega końca. Przebywanie w jakimś miejscu, w jakiejś grupie czy środowisku artystycznym nie jest ci do niczego potrzebne. Sam już stanowisz o sobie, podróżujesz, zmieniasz miejsca, możesz mieszkać w Barcelonie, możesz mieszkać w Tokio, możesz mieszkać na Dolnym Śląsku, możesz mieszkać w Bydgoszczy. I to jest taka historia, że ja jestem takim, można powiedzieć, niezależnym artystą.

Czy natomiast to środowisko, które współtworzyłeś podczas tamtego okresu, wpłynęło na ciebie w odmienny sposób niż inne środowiska, z którymi się ścierałeś?

Cała historia polega na tym, i to jest chyba warte przekazania komuś, kto będzie czytał tę rozmowę, taka rzecz istotna dla kolejnych fal ludzi, którzy będą robili cokolwiek, gdziekolwiek w Bydgoszczy – moje osobiste doświadczenie polegało na tym, że jak myśmy to w Bydgoszczy zaczynali – w Trytonach, gdzie powstał zespół Trytony, a później w Mózgu, gdzie powstały zespoły Maestro Trytony, Mazzoll & Arythmic Perfection, formacje dziwaczne typu Tele Echo, i później cała ta zadyma się zaczęła – ja miałem takie poczucie, że takich rzeczy jest pełno wszędzie. Rozumiesz, bo ja jestem z Bydgoszczy i myślałem sobie, że w Warszawie na pewno takich miejsc jest ze dwadzieścia, w Gdańsku to już nie mówię, a w Katowicach, we Wrocławiu, a w Krakowie proszę pana... I największym zaskokiem mojego życia było to, że niczego takiego nie było, a najśmieszniejsze było to, że jedyni podobni ludzie, jakich spotkaliśmy, to byli ludzie związani z Young Power, czyli Kinior, Gralak i reszta ekipy – i to było jedyne w Polsce. To było takie zaskakujące, jak myśmy jeździli po Polsce i nagle zobaczyłem w lustrze całego świata, który był dookoła, że my jesteśmy jedyni, którzy w ogóle coś takiego wytworzyli. Pytasz mnie o inne środowiska – nie było żadnych innych środowisk. W całej trzydziestoośmiomilionowej Polsce nie było nic takiego i to jest zdumiewające. Jak na przykład pojechałem na koncert Maestro Trytony do Szczecina, to miałem takie poczucie, że my nie jesteśmy niczym wyjątkowym. Wychodziłem na scenę wręcz z jakimiś kompleksami, gramy i nagle widzę jakąś horrendalną reakcję i uświadamiam sobie, że ci ludzie czegoś takiego jeszcze tutaj nie widzieli. Jadę gdzieś indziej i to samo. Przyjeżdżam do Wrocławia, przychodzą jakieś aktywne środowiska wrocławskie, a oni nas traktują jakby przyjechał do nich jakiś prorok, który nadaje jakieś nowe treści. To było dla mnie zdumiewające, bo myślałem, że ja naprawdę jestem przeciętny i niczym się nie wyróżniam. Tak więc jeśli mówisz o środowiskach – żadne inne środowisko mnie nie ukształtowało. Ukształtowałem się w Bydgoszczy na podwórku i okazało się, że to podwórko jest jedyne w Polsce. I to jest szok.

Jeszcze jedna sprawa. To szło dość szybko – Trytony wydały pierwszą płytę „Tańce bydgoskie”, jako że odnosiłem się cały czas do Bydgoszczy, bo to była moja rzeczywistość. Nie wiedziałem specjalnie co się dzieje na zewnątrz. Rychu (Tymański) po „Tańcach...” sieknął pierwszą Miłość i już wprowadził nazwę yass. To określenie zaczęło się pojawiać medialnie i ja wtedy poczułem się jak taki Apacz, który dowiedział się, że jest Indianinem. W ogóle nie wiedziałem, że jestem Indianinem, rozumiesz. Ktoś mi mówi, że gram yass. Co to jest ten yass w ogóle? To była jakaś totalna komedia, w której ty coś robisz, a ktoś później przychodzi i mówi: „Noo, pan to jest postimpresjonistą!”, a ty: „Że co?!” (śmiech).

Jestem ciekaw jak byś odpowiedział na takie kwantowe pytanie, które zakładałoby rzeczywistość, w której Mózg nie powstał i by go w ogóle nie było.

W ogóle nie wyobrażam sobie, że tego miejsca mogłoby nie być, bo to tak jakbyś mi powiedział: Czy wyobrażasz sobie, że by Bydgoszczy nie było? No mógłbym sobie wyobrazić, że by jej nie było, ale to było całe moje życie. To tak jakbyś powiedział: „Słuchaj, ty nie żyłeś pomiędzy dwudziestym szóstym rokiem życia a trzydziestym”, a ja – „Co?!”. Nie wiedziałbym w ogóle co odpowiedzieć. To jest dla mnie jakaś abstrakcja, żeby nie było Mózgu...

...bo to jest właśnie takie abstrakcyjne pytanie-wyzwanie...

...natomiast inną rzeczą jest to – nawiązując do tego o co pytałeś nieco wcześniej – jak to się widzi teraz z perspektywy czasu, a zwłaszcza jak ja na to patrzę teraz z perspektywy Anglii. Wiesz, ja mam pewne generalne doświadczenie i zdanie odnośnie Polski, jako miejsca w którym artysta działa. To co chcę powiedzieć, to nie jest żaden wynik mojego defektu psychicznego czy czegoś takiego, tylko wynika z wielu moich konkretnych doświadczeń na wielu polach. Zajmowałem się różnymi rzeczami: grałem na gitarze, grałem na perkusji, nagrywałem jakieś tam płyty, gdzieś śpiewałem, później zacząłem nawet robić tak zwaną muzykę klasyczną, kompozycje orkiestrowe, współczesne, tworzyłem muzykę filmową, muzykę teatralną itp. Te wszystkie doświadczenia, to wszystko przez co przeszedłem, polski slalom gigant zakończył się dla mnie fiaskiem. I pomimo tego, że Mózg stanowił dla mnie bardzo ważną część życia, to ja patrząc na to wszystko stwierdzam, że sytuacja w Polsce jest beznadziejna, że nie możesz się w Polsce rozwinąć, że Polska jest jakimś takim układem, w którym mógłbyś zostać mistrzem świata i nic ci to nie da. Podam ci przykładową sytuację. Mózg stanowił dla nas taką bazę, zawsze był czynny, byliśmy jak w domu. No i przyjeżdżamy w nocy po nagraniu płyty Enoptronia i przywozimy ze sobą pierwsze miksy nagrań ze studia w Radiu Gdańsk, przychodzimy do Mózgu i słuchamy sobie tych miksów w barze, a w tym samym barze jest Ellery Eskelin, Jim Black i Andrea Parkins. I Ellery Eskelin mówi: „Genialna muzyka, chcę się z tobą napić stary” i tak dalej. Następnie ja go spotykam po dziesięciu latach w Katowicach w Hipnozie na koncercie, gdzie ja akurat gram z Łoskotem. No i oni jeżdżą po całym świecie, stworzyli jakąś markę, są wydawani przez szwajcarską wytwórnię i tak dalej, a my nie jeździmy po świecie, jesteśmy w czarnej dziurze i nie możemy nic zrobić, możemy zagrać siedem koncertów w Polsce i na tym koniec. I to nie jest szklany sufit, to jest po prostu coś takiego, że rozwijasz się w Polsce do pewnego momentu, a później jest koniec i nie da rady. Jak teraz popatrzysz na przykład na to, tak jak mówiłem, że myśmy coś tam robili, myśleliśmy, że niczym się nie wyróżniamy, potem okazało się, że jesteśmy wyjątkowi w skali kraju, to później jak jesteś na tej skali kraju to zaczynasz widzieć, że obojętnie czego byś nie zrobił – nie da się rozwinąć dalej. Nie wyskoczysz z tego kraju i nie zaczniesz grać koncertów na świecie, bo po prostu jest jakaś blokada. Ja nie wiem jak to określić. To nie jest coś takiego, że cię wyda na przykład Nonesuch Records czy tam Winter & Winter Records i teraz będziesz jeździł i kursował od Tokio do Barcelony przez Seattle – nie. Czego byś nie zrobił, będziesz tylko znowu skazany na Wrocław, Kraków, Katowice i koniec. I co dalej? Mam następny projekt robić, mam inwestować następne dwa lata w trening, żeby znowu zagrać siedem koncertów, wydać płytę i ją sprzedać w siedmiuset egzemplarzach? I teraz z tej perspektywy patrząc – czym był Mózg? Wiesz, Mózg spełniał i spełnia rolę kulturotwórczą czegoś, co wreszcie jest poza systemem szkół, filharmonii. Można powiedzieć, że był to głos ludu oddolny, który się objawił jakimś cudem i ten głos spełniał pewne standardy. Ukazywały się płyty, ludzie tego słuchali, było to interesujące i tak dalej, ale dla nas nic z tego tak naprawdę do tej pory nie wynika. I dopiero teraz, jak jestem w Anglii, gdzie podjąłem studia i zmieniłem zupełnie medium, w którym działam, widzę, że to zupełnie inaczej wygląda, że gdybym ja na przykład zaczynał to w Anglii, to byłbym teraz w zupełnie innym miejscu. Ale, tak jak mówię, ja się odnoszę teraz tylko i wyłącznie do tej historii bydgoskiej. Chcę jedynie powiedzieć, że to działanie w Polsce, działanie w Mózgu i tak dalej, nauczyło mnie bardzo wielu rzeczy, zebrałem wiele cennych doświadczeń, żeby teraz, że tak powiem – przebić się na arenie światowej. Dlatego ja jestem jakby w ciągu, jestem na kolejnym etapie czegoś tam, w zupełnie innym miejscu, w którym, mam nadzieję, że inaczej to się zakończy niż w Polsce.

Mówisz, że masz nadzieję. A do czego teraz dążysz? W jaki sposób funkcjonujesz?

W Anglii są takie kanały. One są o wiele dłuższe. Na przykład w pierwszym numerze Glissanda Mendyk przeprowadził ze mną wywiad i później założył wydawnictwo, które miało prezentować młodych polskich kompozytorów. Moja płyta ukazała się tam jako pierwsza. To była płyta „Szkoła bydgoska / Bromberg Schule”. I nagle to jest koniec – nikt nie będzie grał twoich kompozycji w filharmoniach ani ty nie zaczniesz funkcjonować w jakimś szerszym obiegu, że na przykład ktoś cię gdzieś, powiedzmy, dostrzeże i powie: „Ok, tu jest jakiś taki nowy kompozytor, niech on stanie się jednym z naszych reprezentantów w drużynie narodowej” – nic takiego się nie wydarzyło. Natomiast w Anglii jest taka sytuacja, że jeżeli robisz coś i ktoś uważa, że ty jesteś czymś nowym, interesującym, to otwiera się przed tobą bardzo długi kanał różnych działań i oni zaczynają cię wspierać, zaczynają cię pchać. W pewnym momencie dostajesz zamówienia na kompozycje, uczestniczysz w różnych projektach już jako ty i twoja działalność się rozwija. I w tym momencie stajesz się reprezentantem, twoja kompozycja jest grana na przykład na jakimś festiwalu w Nowym Jorku, czy gdzieś, a nie że ty wydałeś płytę, jesteś kompozytorem prezentującym nowe rzeczy – i to koniec, do widzenia, teraz to może pan zostać taksówkarzem.

Masz na myśli to, że w Polsce brakuje wsparcia i czynnej akceptacji tego typu działań?

Nic się nie dzieje dalej. Możesz sobie coś tam zorganizować, nie wiem na jakiej zasadzie i się motać pomiędzy jakimiś robotami, tu i tam starać się o dotacje, zdobyć jakiś grant, ale to wszystko jest męką pańską. To nie jest tak, że siekniesz coś i lecisz na tym, nie ma czegoś takiego. I jeżeli popatrzysz teraz na polską sztukę współczesną, na wszystko co jest w tej sztuce, to wszystko jest takie zablokowane. Weźmiesz film polski – jaki film? No dobra, przychodzą do głowy nazwiska, nazwy. Film „Ida” dostał Oskara, ale czy to był film polski? Nie do końca. To i tak są wyjątki. Weźmiesz na przykład Sasnala – i co? Co to jest za malarstwo? Przepraszam bardzo – do widzenia z tym. I widzisz, że to są też ludzie z bardzo określonego klucza, którzy się gdzieś tam przedostają i to wszystko, a to nie jest sytuacja jak na przykład Lutosławski. Lutosławski jest grany przez London Sinfoniettę, a kto z nas jest grany przez London Sinfoniettę, przepraszam? Nikt. Nie ma nikogo takiego. Dlatego ja podjąłem decyzję o wyjeździe i o zmianie medium, bo medium jest bardzo ograniczone.

Czyli, wracając do mojego poprzedniego pytania - to, do czego dążysz zostało już właściwie zainicjowane?

Tak, tak. Krótko mówiąc ja w tej chwili dążę do tego, żeby zrobić tak zwany feature film w Anglii, bo wcześniej zrobiłem film fabularny w Polsce do swojego scenariusza i znowu – blokada. To jest kolejne medium, z którym nie mogłem nic zrobić, bo wszędzie jest blokada, więc wyjechałem po prostu z Polski, napisałem już scenariusz filmu w języku angielskim i myślę, że niedługo będę realizował film fabularny w Anglii, z angielskimi aktorami, na angielskim terytorium i zobaczymy co mi z tego wyjdzie. Zobaczymy czy tam nie ma blokady, co tam się dzieje, ale wiesz, wierzę w to. To jest zupełnie inne przełożenie finansowe. To też jest bardzo ważna rzecz, że ty musisz jakoś żyć w tym czasie, bo wiesz, ćwiczysz osiem godzin dziennie na gitarze, a z czego będzie żyła twoja rodzina? Z ośmiu koncertów, które zagrasz, czy co?

No dobrze. Jestem ciekaw tych twoich badań nad tamtą blokadą.

To co się obecnie dzieje już mi pokazuje, że może tam być jakaś blokada, ale ona jest zupełnie innego rodzaju i daje ci o wiele większe możliwości ruchu niż blokada polska. Patrząc z perspektywy czasu, zachęcam wszystkich kolegów twórców, którzy działają w Polsce – panowie, wypierdalajcie jak najdalej z tego kraju. Jak masz dwadzieścia trzy lata, to jedź kochany do Kanady i tam zrób PhD na uniwersytecie w dziedzinie, która cię interesuje, bo tam są możliwości i tam kontynuuj działalność, bo może się okazać, że stracisz po prostu dwadzieścia pięć lat swojego życia na mękę polską. I taka jest prawda. To moja dosyć smętna rada dla przyszłych pokoleń. Bo wiesz, jak popatrzysz na filmy polskie, to stary, w zależności jaka opcja rządzi, taki będzie układ w Polsce filmowy. Teraz rządzi PiS, to mamy filmy patriotyczno-narodowo-katolicyzujące. Jak rządzi PO, to masz filmy atakujące kościół, przedstawiające holocaust w formie takiej, że to Polacy są winni bardziej niż naziści. I ty jako twórca filmowy albo zrobisz taki film, albo w ogóle nie będziesz istniał – to jest cała komedia. To jest straszne. Dlatego koledzy wypierdalajcie z Polski. Masz dwadzieścia trzy lata – nie zastanawiaj się – jedź. Kanada, zapraszam, Australia, studiuj, rozwijaj się, do widzenia! (Śmiech)

Mazzoll (wchodząc): Mogłem ci zdjęcie zrobić, tak wyglądało jakbyś stracił nogę na tej wojnie! (Śmiech)

Przypis bibliograficzny
Zieliński, Mikołaj i Gwinciński, Tomasz, “Tomasz Gwinciński - rozmowa,” MÓZG archiwum, Dostęp 13 listopada 2019, http://archiwum.mozg.art.pl/items/show/71.
Relacje między zasobami

Zasób nie ma zdefiniowanych relacji