Przeskocz do głównej zawartości
Identyfikator
R95t002
Typ
Data
Tytuł
Rozmowa w kuchni (fragmenty)

Rozmowa w kuchni (fragmenty)

Rozmowa w kuchni (fragmenty)
Skrótowa animacja z videoperformance Wojtka Zamiary zamieszczona na stronach internetowych Mózgu w 1996 roku  (fot. Zamiara, Wojciech)

Opis

Tekst w całości publikowany na ulotce z cyklu "Notes Mózgu"

Tekst

Fragmenty rozmowy z Wojciechem Zamiarą w kuchni Mózgu w kwietniu 1995 r.

(...)

Z. Zieliński - Ciekawi mnie jaki jest obszar twoich zainteresowań, dlaczego używasz takich mediów, jak wideo czy performance?

W. Zamiara - Używam takich form, również czasem pewnych instalacji przestrzennych, bo gdybym potrafił tak normalnie wychodzić przed ludzi i mówić to co myślę, w sposób prosty i jasny, to używałbym tej formy, tzn. Byłbym mówcą. Potrzebuję jednak protezy typu wideo ponieważ przed ludźmi czuje się czasem dość niepewnie, a niekiedy chcę coś powiedzieć z całkowitą pewnością i w tym celu korzystam z intymności własnego pokoju - tam sobie to spokojnie nagrywam. Przenoszę pewien klimat - powiedzmy łąkę - tutaj, przez to świecące okienko telewizora. Ale oczywiście tylko w pewnym sensie, bo zdaję sobie sprawę, że telewizor tego w pełni nie oddaje. Coś jednak przenosi, ale za każdym razem nie do końca zdaję sobie sprawę co.

Interesuje mnie świat paradoksów, który widzę i o tym świecie chcę mówić. O świecie (to z jednej z moich realizacji) moich przyjaciół, którzy jak się sparują, to bardzo śmiesznie wyglądają. Wyglądają jakby już byli martwi, a mimo to wykonują bardzo zabawne gesty. Nie chcę mówić, o których to przyjaciołach. Parę osób już się obraziło, że to o nich, a ja nie wiem, czy to o nich, czy nie o nich. A może ja jestem tym trzecim, który to animuje? Nie, nie jestem tym trzecim, bo nie jestem Panem Bogiem. Może jestem tym trzecim, który to filmuje? Ale też nim nie jestem, bo przecież jestem jednym z tych kurczaków, nie wiadomo którym - mniejszym czy większym? Analiza tej realizacji post factum też mi niewiele daje. Podejrzewam, że przeanalizowałem większość odbiorów, które są możliwe, i mniej lub bardziej się z nimi zgadzam. Przyjmuje je.

Nie tworzę świata, ja go tylko opowiadam. Opowiadam świat, w którym żyję. Najprostszymi sposobami jakimi potrafię. Nie chciałbym pokazywać mojej cioci przy pomocy mojej cioci, dlatego, że to nie tylko o moją ciocię chodzi. To co robi moja ciocia dotyczy również mojego wujka i moich znajomych...

Z. Zieliński - ... i niemojego wujka...

W. Zamiara - ... tak, i niemoich znajomych. Jeżeli nie, to przestaje to być komunikatywne, I w tym momencie ta praca nie jest odbierana przez ludzi, którzy ją widzą na pokazie. To przestaje być dla nich ważne. Uznają to za słabe. Niezależnie jak mądrze czy precyzyjnie opowiedziałem historię, która mnie interesuje. To jest tak, albo znasz płaszczyznę semantyczną, w której się dowcip rozgrywa, albo cię ten dowcip nie bawi.

Z. Zieliński - O właśnie! Bardzo dobrze, że padło to słowo: "dowcip".

W. Zamiara - Tak, wydaje mi się, że w każdej realizacji, w każdym dziele powinien być przynajmniej jeden dowcip.

Z. Zieliński - Wiele z twoich realizacji opiera się własnie na jednym dowcipie. Jest to dość popularne. Istnieje wiele przykładów współczesnej sztuki opartych właśnie na jednym dowcipie. Istnieje niemal przymus poszukiwania takich wiców, których nikt inny jeszcze nie pokazywał. Rzeźba z tiulu, ze szkła, ustawienie trzydziestu tysięcy jednakowych figurek w salach muzealnych etc. Jest to pojedyńczy dowcip epatujący odbiorcę swoją niezwykłością. W twoich realizacjach, które widziałem, też coś takiego spostrzegam. Kurczaki są fajne, "Droga do prawdy" również, ale obie są jakby formalnie jednowymiarowe. Człowiek natomiast jest wielowarstwowy. Zbudowany z wielu dowcipów: o milicjantach, o wielbłądach itd.

W. Zamiara - Wiesz, jak nigdy nie zabiram się do realizacji, w której dla mnie istnieje jedna płaszczyzna.

Z. Zieliński - Nie, mnie nie cchodzi o płaszczyzny, chodzi o dowcip. Każdy dowcip, nawet najgłupszy posiada parę płaszczyzn rozumienia, to oczywiste. Kiedy ty wieszasz na sznurkach dwa kurczaki i one o siebie uderzają w takt muzyki to jest jeden dowcip, ale ma on kilka płaszczyzn. Po pierwsze widzę martwe kurczaki, czyli problem śmierci, wegeterianizmu, potem seks (w tle muzyka "Mężczyzna i kobieta"); jest parę różnych płaszczyzn. Dowcip jest jeden.

W. Zamiara - To nie jest tak. To co się dzieje w czasie kiedy ty to oglądasz, to jest nieistotne. Zabawne dopiero jest, że wychodzisz na ulicę i widzisz to jeszcze raz, ale już nie z tą muzyką, tylko tak naprawdę, tak na żywo. I dopiero te skojarzenia, które się wtedy dzieją są istotne. To co ja robię jest moją prywatną sprawą. Nie podejrzewam, że z mojego prywatnego opowiadania można się czegoś mądrego nauczyć, czy też czegoś ciekawego dowiedzieć. Istotne jest dopiero rezonowanie tego w życiu człowieka, który to widział. To, że coś było dowcipem przez moment i niczym więcej, to ja się bardzo chętnie z tym zgodzę. Bardzo bym chciał, żeby te rzeczy nie były niczym więcej. To nie jest tak, że ja wymyślam te dowcipy dlatego, że lubię opowiadać dowcipy.

Z. Zieliński - W każdym razie są to pewnego rodzaju etiudy...

W. Zamiara - Acha! ty czekasz kiedy napiszę całą operę?

Z. Zieliński - Tak!

W. Zamiara - Nie!

Z. Zieliński - Nie mów: nie! Nie ma co mówić: nie! Nie wiesz co będziesz robił jutro...

W. Zamiara - Jutro... Może! Ale ty chciałbyś żebym ja na zupełnie innej strukturze budował filmy, a to jest tak: ważnych rzeczy widziałem w życiu, no powiedzmy kilkanaście. Nie ma żadnego problemu żebym te kilkanaście rzeczy włożył do jednego filmu, ale na razie udaje mi się je pokazywać w takim tempie w jakim je widzę, tzn. robić jeden film o jednej istotnej dla mnie rzeczy.

Z. Zieliński - Mnie się jednak wydaje, że żyjesz w artystycznej niszy ekologicznej, która jest martwa. Nie ma w niej życia, tylko jakieś wymyślone zabiegi formalne. Niezbyt czytelne i przyswajalne...

W. Zamiara - A co mnie obchodzi co ty na ten temat myślisz!? "Martwa nisza"! Ja w niej żyję! Zobacz!

Z. Zieliński - No żyjesz, ale niedawno mówiłeś, że nie jesteś zadowolony...

W. Zamiara - Nie, mówiłem tylko, że nie mam szmalu, a to jest zupełnie co innego. Forsa jest mi potrzebna tylko po to żeby przeżyć. Mój dziadek zarabiał bardzo dużo pieniędzy. Najpierw był biedny, później zaczął zarabiać bardzo dobrze i skończył jako biedak, bo w międzyczasie stracił te pieniądze. Czy myślisz, że ja mam życie po to żeby zrobić to samo co on? Umrzeć w wieku lat piećdziesięciu paru jako zgorzkniały starzec: dorobiłem się pieniędzy, ale mi odeszły? Nie interesuje mnie to. Mnie najbardziej interesuje to, że siedzi z nami Marek, że może tego posłuchać, że zapala fajkę, że ta dziewczyna stoi przy zlewozmywaku i pali...

Z. Zieliński - ... i pali szklankę laserem...

W. Zamiara - ... tak. Bardziej mnie interesuje, że mogę przyjść do "Mózgu" i pobyć tutaj trzy dni jako barman, nie to: ile na tym zarobię. Bycie, oglądanie, przyglądanie się różnym sytuacjom jest dla mnie istotniejsze niż to, że to jest tańsze, to jest droższe, ja to pierdolę, to społeczeństwo robi za mnie, niech oni sobie to robią. Ja nie mam na to czasu. Ja się wtedy robię nerwowy. Zaczynam się denerwować, że tu za mało zarobiłem, tutaj nie udało mi się ceny podbić... Dobra, dobra! Normalnie, spokojnie... Mnie takie sprawy nie interesują. Starczy mi żebym przeżył. Bo wiesz, ja w pewnym momencie bardzo chciałem być artystą, bardzo chciałem się zajmować sztuką, później jak się temu zacząłem przyglądać z bliska, kiedy przynajmniej zacząłem robić za artystę, to stwierdziłem, że bardzo zależałoby mi żeby być normalnym, albo nawet żadnym... Chciałem mieć żonę, dzieci, znajomych... W pewnym momencie, jak wszyscy nawet założyłem firmę...

Z. Zieliński - Wojtku czy ty jesteś artystą?

W. Zamiara - Społecznie jestem odbierany jako artysta.

Z. Zieliński - A wewnętrznie?

W. Zamiara - Nie! (śmiech)

Z. Zieliński - To dobrze.

W. Zamiara - jak ja mógłbym sobie wewnętrznie powiedzieć, kiedy mam kaca, powiedzieć: "Ty artysta..." To przecież jest dowcip! "Masz pryszcza, artysta...". Wiesz ja społecznie wykorzystuję obszar sztuki żeby mówić to co myślę, ale nie interesuje mnie sztuka, mało się zajmuje sztuką, nie czytam o sztuce. Był taki okres... Na sztuce jakby się wykształciłem. Dojrzewałem na sztuce. Ale w tej chwili to jakby nie... Sztuka jest miejscem, gdzie znalazła się większość moich fascynacji, ale nie dlatego, że się sztuką zajmowałem. Większość moich przyjaciół była artystami. Ale gdyby większość moich przyjaciół była kolejarzami, to pewnie moje fascynacje byłyby związane z koleją. Tak podejrzewam, nie byłem kolejarzem... Kiedyś, gdy oglądałem obrazy Van Gogha czy Cezanne`a to się zachwycałem, ale nie wiem, czy równie mnie nie zachwyca to jak działają światła na kolei. To też jest fascynujące. Brydż jest fascynujący. Albo taka chińska gra Go, czy tysiące innych rzeczy.

Z. Zieliński - To jest taka dość ryzykowna generalizacja...

W. Zamiara - Nie wiem, czy ryzykowna. Nie wiem, bo tam nie byłem. Kolej znam tylko z pozycji podróżnego. Szachy znam tylko z tego, że kiedy miałęm 12 lat ojciec powiedział mi, że jak będę tak dalej grał, to zostanę zawodowym szachistą, ale nic innego nie będę robił. Po prostu, albo grasz w szachy, albo żyjesz...

Z. Zieliński - A ty byś chciał taką sztuczkę zrobić, żeby grać w szachy i żyć, tak?

W. Zamiara - Nie!... Ja bym chciał żyć. ja już wybrałem. W szachy to ja mogę sobie prywatnie raz na dwa miesiące z kimś zagrać. Zdecydowałem się mając lat 12, że nie będę zawodowo grałw szachy.

Z. Zieliński - A czy podjąłeś też taką decyzję dotyczącą sztuki?

W. Zamiara - Tak. Na pewno. W tej chwili z pełną świadomością wykorzystuję obszar sztuki do tego żeby pokazywać rzeczy, które robię, zupełnie nie zajmując się tym czy one są na rynku, czy nie są na rynku, czy są artystyczne, czy nie są artystyczne. To mnie nie intresuje.

(...)

Przypis bibliograficzny
Zamiara, Wojciech i ZbyZiel, “Rozmowa w kuchni (fragmenty),” MÓZG archiwum, Dostęp 17 listopada 2019, http://archiwum.mozg.art.pl/items/show/972.
Relacje między zasobami

Zasób nie ma zdefiniowanych relacji