Przeskocz do głównej zawartości
Typ
Data
Tytuł
Tomasz Gwinciński: Para w Gwizdek

Tomasz Gwinciński: Para w Gwizdek

Opis

Pogawędkę z Tomaszem Gwincinskim przeprowadził Paweł Smoliński i Piotr Szumacher
Jazz Forum 6/97

Tekst

PAWEŁ: Jesteś postrzegany przede wszystkim jako muzyk związany z tzw. scena jassowa. Jakbyś określił muzykę, która grasz?
TOMASZ GWINCIŃSKI: To po prostu moja muzyka ...

PIOTR i PAWEŁ: ???

TOMASZ GWINCIŃSKI: Bliska jest mi dynamika jazzu i rocka lat 70., kiedy nie istniała jeszcze MTV. Wtedy zespoły nie były skrępowane komercją, a na koncertach miał miejsce głęboki przekaz energetyczny; powiedziałbym nawet medytacyjny.
My też siadamy przed koncertem i składamy intencję, że nasza muzyka ma przynieść szczęście, dobro i uwolnić od cierpienia. Jaką formą będziemy się posługiwali oraz jakie wyćwiczyliśmy rzeczy i co lubimy grać - to już osobna sprawa. To samo może zrobić człowiek, który gra Vivaldiego lub bluesman. Jass wynika z tego, że jesteś otwarty na wszystko. Podoba ci się Bach, inspiruje cię Jimi Hendrix, Coltrane, muzyka japońska i ... koledzy z zespołu.

PAWEŁ: Od kilku lat prowadzisz własną grupę Trytony, która przemianowałeś ostatnio na Maestro Trytony. Wydaje się, że wcześniej graliście bardziej żywiołowo. Ostatnio proponujecie muzykę bardziej uporządkowana, może nawet nieco sztywna.
TOMASZ Trytony to był ascetyczny skład. Chcieliśmy pokazać głównie nasz sposób myślenia o muzyce, co w trio nie jest najłatwiejsze. Jednocześnie jest to bardzo piękne, kiedy na scenę wychodzi trzech gości - kontrabasista, bębniarz i gitarzysta z prostym piecem Marshalla - i tymi skromnymi narzędziami próbują wyrazić własną myśl muzyczną.

PIOTR: Czym zespół Maestro Trytony różni się od tria Trytony?
TOMASZ Na dwóch pierwszych płytach było dużo jazzowej improwizacji. Najnowszy, trzeci album "Enoptronia", zawiera nieco odmienne utwory, a jego nagranie poprzedził okres współpracy z kwintetem smyczkowym. Dostałem zamówienie z bydgoskiego Teatru Polskiego. Miałem skomponować muzykę do przedstawienia "Król Ubu". Musiało powstać coś dokładnie zapisanego w nutach. Wtedy zrozumiałem, że poszukiwać modelu dźwiękowego można zarówno na scenie, podczas gry, w trakcie improwizacji, jak i podczas pisania, komponowania utworu. Wiesz, mówi się na przykład o Bachu, że był wielkim improwizatorem. Kiedyś kompozytor był równocześnie wykonawca swego utworu, wzbogacał go o nowe elementy i pomysły podczas gry na żywo. Ta forma, która w muzyce klasycznej już prawie zanikła, bardzo mi odpowiada. W Maestro Trytony, oprócz sekcji Rafał Gorzycki - Tomasz Hesse, gra także dwóch muzyków stricte klasycznych: wiolonczelistka Renata Suchodolska i Tomasz Pawlicki, pierwszy flecista bydgoskiej Opery Nova. Zaprzyjaźniłem się z tymi ludźmi, zacząłem czerpać z ich doświadczeń, a oni z moich. Oni też po raz pierwszy zagrali na koncertach typu jazzowego. Dotychczas mieli do czynienia tylko z salą koncertową bądź budynkiem opery.

PIOTR: W jaki sposób przekonywałeś ich do swoich pomysłów? Czy puszczałeś im może nagrania Kronos Quartet?
TOMASZ: Tak, chciałem im przybliżyć muzykę improwizowana w ujęciu klasycznym. Kronos jest bardzo otwarty na wszelkiego rodzaju style. Gra zarówno "Purple Haze" Hendrixa, jak i skomplikowane utwory Szostakowicza.

PAWEŁ: A propos Jimi Hendrixa. Słuchajac Twoich gitarowych improwizacji dochodzę do wniosku, że bardzo lubisz jego muzykę.
TOMASZ: Wcześniej nałogowo słuchałem Hendrixa. Potem spotkałem się z Tymańskim, który wolał Johna Coltrane'a i musiałem dostosować się do jego upodobań. Dzisiaj wydaje mi się ,że Coltrane i Hendrix mają podobna dynamikę i energię przekazu. Z tym, że Coltrane doszedł do "hendrixowskiej" energii poprzez wcześniejsze, zawodowe granie standardów w knajpach i klubach.

PIOTR: Czy oprócz Hendrixa cenisz jakiś gitarzystów jazzowych?
TOMASZ Bardzo podoba się spokój i przestrzeń muzyki Billa Frisella. Jego styl gry jest mi niezwykle bliski. Lubię ten specyficzny rodzaj melancholii. Czuję, że to magiczna muzyka. Oczywiście słucham też innych gitarzystów i podpatruje ich niektóre patenty i zagrywki - jak zresztą każdy, kto gra na gitarze.

PAWEŁ: Mam wrażenia, że bliski jest Tobie także styl wypracowany przez Johna Abercrombiego w latach 70. Ten podobny sposób frazowania, budowania improwizacji...
TOMASZ: To zależy od instrumentu na którym gram. Gdy używam Fendera Stratocastera jestem odbierany jako "posthendrixowiec". Gibson natomiast rzeczywiście przypomina brzmienie Abercrombiego, który używał podobnego instrumentu i prawdopodobnie nawet tego samego pieca. Bliski jest mi również John Scofield. Podoba mi się jego "szeroki" styl grania harmonicznego.

PAWEŁ: W Mózgu prezentujesz najczęściej awangardowe, dość złożone i trudne projekty. Ulicę dalej, w innym klubie, grasz zwykłe rockowe piosenki. Czy to nie dziwne zestawienie?
TOMASZ: Myślę, że moje nagrania, na przykład z kwintetem smyczkowym, sa równie komunikatywne jak proste piosenki. Uważam, że piosenki sa formalnie tak samo wyrafinowane jak jazz.

PIOTR: Czyje piosenki śpiewasz?
TOMASZ Dla mnie gościem, który zawsze inspiruje mnie do śpiewania jest Lou Reed. Niedawno słuchałem Elvisa Praesleya, Billie Holliday - i też się wzruszyłem. Lubię również The Beatles.

PAWEŁ: Co w utworze interesuje Ciebie najbardziej?
TOMASZ W jazzie najbliższe jest mi poczucie formy prezentowane powiedzmy na "Out to Lunch" Dolphy'ego, gdzie utwory sa abstrakcyjne i jednocześnie bardzo konkretne. Dolphy jest szalenie abstrakcyjny, totalnie odjechany, a równocześnie konsekwentnie trzyma się reguł.

PAWEŁ: Śpiewasz standardy rockowe. Czy nie ciągnie Cię czasem do grania standardów jazzowych?
TOMASZ Tak, jazzowe standardy, zwłaszcza bopowe, to coś niesamowicie pięknego. Chciałbym je zagrać w combo: perkusja, gitara, bas. Rozmawialiśmy już o tym z Tymańskim i kto wie co z tego wyniknie....

PIOTR: Dlaczego więc, skoro chcecie grać standardy, dystansujecie się od tzw. "polskiego jazzu", który lubuje się w tego typu twórczości.
TOMASZ: Chwileczkę. My po prostu nie wyrośliśmy na jazzie. Ja wychowałem się na Led Zeppelin, Deep Purple i mam zakodowana energię tej muzyki. Bliska jest mi także grupa Can. Zresztą inni muzycy jassowi to także ludzie wychowani na nowej fali, punku i innych ostrych, czadowych rzeczach. Myślę, że scena jassowa - w przeciwieństwie do większości zespołów jazzowych - nie gubi kontaktu z publicznością, która oczekuje także wspólnej zabawy. Widzisz, aktualnie całe pokolenia wychowuja się na rocku, rapie, techno - i te elementy powinny być w obecne w muzyce. Podczas koncertów czuję, że ludzie chcą konkretnego kontaktu, że czegoś im brakuje. A w ogóle co oznacza hasło "polski jazz"? Patent Jazz Forum i Wydziału Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach? Próba reanimacji przeszłości? Przecież dzisiaj trudno ograniczyć się do szlachetnej formy grania sybstytutowego i trzymania się, jak to określił Marcin Kydryński, "brzmienia z klasą". Moim zdaniem dla odbiorców wychowanych na Stevie Colemanie to anachronizm.

PAWEŁ: Cenisz coś w historii rodzimego jazzu?
TOMASZ: Z racji wyciszenia i specyficznego operowania czasem bardzo bliska jest mi muzyka Krzysztofa Komedy. Cenię także wielkich improwizatorów. Guru jest dla mnie Zbigniew Seifert. Jego ekspresji brakuje polskiemu jazzowi. Myślę, że zaginął też czas muzyczny w ujęciu komedowskim. Zresztą tego czasu jest coraz mniej także w całokształcie światowej muzyki jazzowej. Uważam, że w dobie Wyntona Marsalisa i narzucanych przez niego jazzowych kanonów nie ma już chyba miejsca dla elementu romantycznego.

PIOTR: Zostali tylko "rzemieślnicy" w typie Wyntona?
TOMASZ Ostatki czasu komedowskiego, podobna przestrzeń i swobodne kreowanie dźwięku odnajduję dziś jedynie u Frisella. Mam nadzieję, że na drugiej płycie Trytonów udało nam się dokonać czegoś podobnego...

PIOTR: Współpracowałeś m.in. z Miłościa, sekcja Graala, Arhythmic Perfection, Kazikiem, Jackiem Pelcem, Andrzejem Przybielskim. Marzy ci się jakiś specjalny skład?
TOMASZ: Nie mam takich ekstremalnych marzeń. Najbardziej wartościowe sa nagrania z najbliższymi ludźmi, kolegami z podwórka. Wtedy powstają najpiękniejsze płyty. Kiedyś grała w Mózgu grupa Joey Barona. Pomyślałem: z tym bębniarzem chciałbym zagrać. Baron uświadomił mi: "Stary, pracujcie nad swoim własnym językiem. My z Billem (Frisellem) nie byliśmy kiedyś znani, graliśmy dla siebie. Róbcie własne rzeczy i szlifujcie swój język. Prędzej czy później to będzie właśnie to."
Przypis bibliograficzny
Smoliński, Paweł, Szumacher, Piotr i Gwinciński, Tomasz, “Tomasz Gwinciński: Para w Gwizdek,” MÓZG archiwum, Dostęp 13 listopada 2019, http://archiwum.mozg.art.pl/items/show/979.
Relacje między zasobami

Zasób nie ma zdefiniowanych relacji