Przeskocz do głównej zawartości
Typ
Tytuł
ARYTMICZNA MIŁOŚĆ KUR DO TRUPÓW 
albo NRD-owski ŁOSKOT w MÓZGU 
czyli historia jassu

ARYTMICZNA MIŁOŚĆ KUR DO TRUPÓW 
albo NRD-owski ŁOSKOT w MÓZGU 
czyli historia jassu

Opis

Tekst publikowany na stronie internetowej Mózgu w 1999 roku

Tekst

RAFAŁ KSIĘŻYK


ARYTMICZNA MIŁOŚĆ KUR DO TRUPÓW 
albo NRD - owski ŁOSKOT w MÓZGU 
czyli historia jassu



Niezależnie od tego, jak oceniać ujawniony do tej pory potencjał artystów trójmiejskiej sceny jassowej i bydgoskiej sceny Muzyka z "Mózgu" (dla uproszczenia, w dalszym ciągu termin jazz będzie używany w odniesieniu do obu scen) nie sposób zaprzeczyć, że ich działalność jest najbardziej intrygującym i kreatywnym, prawdziwie odświeżającym zjawiskiem na polskim rynku muzycznym w latach 90.. Wiele okoliczności przemawia za uznaniem jassu za fenomen. 

Oto coraz większy rozgłos towarzyszy twórczości w przeważającej mierze dalekiej od kompromisów z masowymi gustami, przyjętymi konwencjami, w wielu wypadkach eksperymentalnej i niełatwej w odbiorze. Co więcej znalazła ona duży oddźwięk wśród młodych słuchaczy. Jass stworzyli samoucy, mający rockową przeszłość, podkreślający własne, odrębne miejsce na mapie polskiego rocka i jazzu, stąd nazwa. Towarzyszą im najlepsi muzycy młodego pokolenia jazzmanów, muzycy akademiccy, gwiazdy rocka. 

Tym, co fascynuje najbardziej jest sam charakter sceny. Tworzą ją ludzie powiązani prawdziwą przyjaźnią, przebywający obok siebie i dopiero na tej płaszczyźnie grający razem. W ich kręgu robi się filmy, pisze, podejmuje działania plastyczne i multimedialne. Jass bywa śmieszny, groteskowy, prowokujący, eksperymentalny, mistyczny, ale za każdym razem cechuje go pierwiastek autentycznego ludzkiego zaangażowania. 

Krystalizacja zjawiska zaczyna się od MIŁOŚCI. W jej kolejnych składach spotkali się wszyscy muzycy, którzy później objawili się jako najsilniejsze osobowości sceny i liderzy głównych jej formacji - RYSZARD TYMON TYMAŃSKI - lider MIŁOŚCI, KUR, TRUPÓW, MAZZOLL - lider ARHYTHMIC PERFECTION i całej rodziny arytmicznych zespołów, TOMASZ GWINCIŃSKI - lider TRYTONÓW, MAESTRO TRYTONY, TELE ECHA, MIKOŁAJ TRZASKA - lider ŁOSKOTU. To MIŁOŚĆ po raz pierwszy zagrała w Trójmieście dźwięki nowej muzyki improwizowanej. Ale - uwaga! - najwcześniejsza MIŁOŚĆ to w istocie rockowe, nowofalowe trio poszerzone o saksofon TRZASKI. "Jeżeli człowiek grający w Polsce jazz przyznaje się do tego, że kuma rocka jest lekceważony." - mówi TYMON. A dzieje recepcji trójmiejskiego jassu i bydgoskiej muzyki z "Mózgu" w krajowym środowisku jazzowym potwierdzają jego słowa. 

Muzyczny start przyszłych szermierzy jassu przypadł na przełom lat 70. i 80.. Chwila na taki start szczęśliwa. Jak w rytuale pierwotnych społeczności okres przekraczania zakazów i łamania reguł - w postaci punkowej rewolty - odnowił czas przywracając chaos momentu stworzenia przynoszący świeży zapas twórczej energii. Muzyka SEX PISTOLS to przecież nic innego, jak archetypowy rock & roll. Z chwilą, gdy zjawisko poczęło krzepnąć pojawiły się dojrzałe dzieła sublimujące ową pierwotną, nieokiełzaną energię. Okres następującej po punk rocku nowej fali jest porównywalny z intrygującym bogactwem ery psychodelii przełomu poprzednich dekad. Młode pokolenie muzyków jęło przyznawać się do inspiracji dokonania mi tamtego okresu, wydobywając z zapomnienia odkrywczość niedocenionych wówczas VELVET UNDERGROUND, CPT. BEEFHEART'A, CAN, FAUST'A, ROBERTA WYATT'A, RED CRAYOLĘ i innych. Równocześnie na gruncie jazzu rozkwitły idee harmolodyczne ORNETTE'A COLEMANA. JAMESA BLOOD ULMER'A okrzyknięto najbardziej rewolucyjnym gitarzystą od czasów HENDRIXA. Ten rozdział jazzowej awangardy nieobcy był poszukującym rockmanom o czym świadczy w klinicznym wręcz wydaniu nowojorska scena "no wave" początku lat 80. Mekką awangardowej nowej fali i centralne laboratorium nowej muzyki. 

W tym samym czasie doszło w Polsce do zdarzeń bardziej rewolucyjnych niż na ojczystych ziemiach rock & rolla. Dopiero bowiem w drugiej połowie lat 70. pojawiły się nad Wisłą zespoły prawdziwie reprezentujące wszystkie te cechy, które swego czasu zadecydowały o wyodrębnieniu i fenomenie autentycznej kultury rockowej - dla młodych ludzi grali i śpiewali ich rówieśnicy, muzyka nie była w założeniu wyłącznie "rozrywkowa", co więcej odstawała swą nieoswojoną chropowatością od kiczowatego kanonu festiwali i radiowej ramówki, a przede wszystkim niosła ze sobą przekonujący, bo zakorzeniony w życiu, przekaz. 

Wszystko to dokonało się w ramach polskiej odpowiedzi na nową ekspresję, którą wrzał europejski underground. W tyglu rocka nieestradowego - zwanego wówczas alternatywny - zaczynali grać, kształtowali się jako muzycy przyszli jassowi liderzy. Zaczynali zatem w tym samym kręgu, z którego wywodzą się najwybitniejsze osobowości polskiego rocka - ROBERT BRYLEWSKI, LECH JANERKA, KAZIK STASZEWSKI. Okoliczność, która opóźniła ich kontakt z szerszym odbiorcą, ale i zadecydowała o szczególnym charakterze ich twórczości, był fakt, że chociaż otarli się o dominujące w alternatywnym rocku punk i reggae, szybko zainteresowali się awangardą. 

TOMASZ GWINCIŃSKI zaczynał na przełomie lat 70. i 80. w bydgoskiej grupie punk rockowej SZLAM, potem był HENRYK BRODATY natchniony groteską i drapieżnością Cpt. BEEFHEART'A i ZAPPY. MAZZOLL, TYMON i MIKOŁAJ TRZASKA debiutowali w połowie lat 80. w kręgu Gdańskiej Sceny Alternatywnej. TYMON był liderem nowofalowego tria SNI SREDSTVOM ZA UKLANIANIE zafascynowanego BIRTHDAY PARTY, najdzikszą z postpunkowych formacji. TRZASKA przewinął się przez punkowo - reggae'owy REGAŁ, MAZZOLL prowadził grupy - punkowego IWANA GRONEGO, popowe, funkujące SAKE i grające gitarowy pop zespół SNUKASKY, współpracował z awangardowym SZELESTEM SPADAJĄYCH PAPIERKÓW. 

Nowa fala i awangarda nie wyczerpują oczywiście spektrum muzycznych korzeni jassowów. TYMON przeszedł fascynację THE BEATLES. MAZZOL zasmakował w klasykach XX - wiecznej muzyce poważnej, BARTOKA przedkładając nad WEBERNA. Jeśli chodzi o jazz, wszyscy podkreślają, iż liczyła się nie tyle fascynacja jazzem jako stylem, ile poszczególnymi osobowościami, które zaistniały w tym nurcie. JOHN COLTRANE, ALBERT AYLER, ERIC DOLPHY, THELONIUS MONK, ORNETTE COLEMAN, ART ESEMBLE OF CHICAGO - powtarzają się najczęściej i praktycznie wyczerpują ich listę. Co więcej jassowcy podkreślają, iż fascynacja ich muzyką pojawiło się poza świadomą decyzją zwrócenia się do jazzu. MAZZOLL: "Jazz to było odkrycie, które wyszło w Gdańsku z kręgu ludzi obserwujących nas i próbujących przyrównać do czegoś naszą muzykę. Zaczęły pojawiać się sygnały o wolności jazzu lat 60.." 

W pewnym momencie poszukujący nowofalowcy poczęli wzbogacać swój język. Ewolucja przebiegała drogą naturalnego rozwoju gdzie nie liczyły się klasyfikacje stylistyczne, a jedynie muzyka. Był to rozwój samouków. Ze wspomnianych liderów sceny tylko MAZZOLL uczył się w szkole muzycznej w klasie klarnetu. TYMON sięgnął po gitarę w podstawówce chcąc doścignąć THE BEATLES, GWINCIŃSKI w liceum na fali punk rocka, TRZASKA zaczął grać na saksofonie dopiero w wieku 24 lat, pod wpływem COLTRANE'A. Fascynacja COLTRANE'M, przez którą przeszli wszyscy jassowcy, okazuje się w ich kręgu swego rodzaju rytem inicjacyjnym. 

W takim, nie innym kontekście trzeba patrzeć na korzenie dzisiejszej sceny jassowej. Pierwszy koncert MIŁOŚCI odbył się 08. 04. 1988 roku w trójmiejskim klubie "Pinezka". Na scenie pojawił się zespół SNI SREDSTVOM ZA UKLANIANIE - w składzie poszerzonym niedługo przed tym o MIKOŁAJA TRZASKĘ - ogłaszając zmianę nazwy na MIŁOŚĆ. W dziesięć dni później gitarzystę wymienił MAZZOLL. W składzie MIŁOŚCI pozostał perkusista SNI SREDSTVOM, BARTEK SZMIT. Niektórzy świadkowie pamiętają, iż ogłoszenie zmiany nazwy miało miejsce nieco wcześniej podczas koncertu z HENRYKIEM BRODATYM w świeciu. Ówczesna MIŁOŚĆ grała, rzecz jasna, inaczej, niż dzisiaj. Ewolucja SNI SREDSTVOM przebiegała od fascynacji chłodem JOY DIVISION i horrorem BIRTHDAY PARTY poprzez awangardę Cpt. BEEHEARTA, FRANKA ZAPPY, ART BEARS, SCELETON CREW, skończyła się wejściem w krąg muzyki improwizowanej, najpierw pod patronatem KING CRIMSON, potem ALBERTA AYLERA. Właśnie na tym etapie inspiracji płynących z free jazzu lat 60. zaczyna się historia MIŁOŚCI. 

O rozwoju SNI SREDSTVOM w dużej mierze zadecydowała współpraca zespołu z TOT ARTEM, trójmiejską grupą postmodernistycznych poetów i performerów szukających granic rzeczywistości, przewartościowujących wartości, krążących wokół kategorii przekroczenia Najpierw do formacji przystąpił TYMON, potem SNI SREDSTVOM zaczęli akompaniować totartowym "ujawnieniom". To w ich czasie wybrali swobodę muzyki improwizowanej. Jeszcze ważniejsze, niż otwarcie nowych horyzontów intelektualnych i muzycznych, okazało się spotkanie TYMONA ze zrodzoną w tym kręgu praktyką zlewu, na swój sposób przetworzoną i rozwiniętą w środowisku jassowców w ich własną jakość. 

TYMON: "Zlew to wolne swobodne mówienie. Nieograniczony środek wyrażania siebie. Powiedzieć coś głupiego wobec zapętlonych istności tego świata to prawdziwe wyzwolenie. Stąd zlew jest wehikułem terapeutycznym". 

Według MAZZOLA zlew to nieoczekiwane, niekontrolowane wybuchy intuicyjnej euforii, wynikające z wewnętrznej ekspresji, będące odreagowanie ograniczeń narzucanych przez społeczeństwo, konwenanse, sposób grania i komponowania. 

Szalony, surrealistyczny humor stał się tym, co - obok programowej bezstylowości i upodobania do improwizacji - łączy poszczególne postacie i zespoły sceny jassowej, cementuje ich przyjaźń. Pojawia się w nazwach grup, tytułach utworów, ich tekstach, scenicznych zapowiedziach, w muzyce, i to nie tylko pod postacią pastiszu. Szczególną formę przybrał w bogatej i różnorodnej literackiej twórczości TYMONA. Jest on m.in. współautorem unowoczesnionych wersji "Chłopów" i "Przygód Tomka Wilmowskiego" oraz członkiem trójmiejskiej grupy poetyckiej ZLALI MI SIĘ DO śRODKA. Razem z jej aktywistami, PAULUSEM i BRZÓSKą, tworzy program telewizyjny "Dzyndzylyndzy". Z GWINCIŃSKIM, innym jassowcem parająym się literaturą, łączy TYMONA skłonność do manierycznej zabawy słowem i barokowa wybujałość języka. 

Działalność TOT ARTU rzuciła również pierwszy pomost pomiędzy sceną bydgoską a gdańską. W pewnym momencie lokalna sława HENRYKA BRODATEGO dotarła do Trójmiasta i zespół został zaproszony przez PAWŁA "KONJA" KONNAKA, dzisiejszą alternatywną gwiazdę telewizji, a podówczas punkrockowca i aktywistę TOT ARTU na jedno z ujawnień grupy. W 1984 r. zagrali na dziedzińcu uniwersytetu obok zaczynającej wówczas sławy Gdańskiej Sceny Alternatywnej APTEKI i punkowej legendy TZN XENNA. 

T. GWINCIŃSKI: "Gdy DINO w ferworze improwizacji zaintonował pieśń religijną, KONIK, wówczas anarchistyczny punkowiec, przerwał nasz koncert krzycząc: "Koniec! To jest straszne!". 

GWINCIŃSKI poznał wtedy TYMONA i MAZZOLLA. Nawiązały się kontakty, które zaowocowały wizytami trójmiejskich jassowców w Bydgoszczy. 

HENRYK BRODATY to zespół - fundament sceny bydgoskiej. To w nim GWINCIŃSKI, wcześniej perkusista punkowego SZLAMU - grupy, od której w 1978 r. rozpoczęła się w Bydgoszczy nowa muzyka - zaczął grać na gitarze. Tu spotkał swoich przyszłych najbliższych współpracowników - basistę SŁAWKA JANICKIEGO, perkusjonistę JACKA MAJEWSKIEGO, dla których HENRYK BRODATY był pierwszym zespołem oraz perkusistę JACKA BUHLA, który równocześnie współpracował z najsłynniejszą rockową grupą z Bydgoszczy, nowofalowym VARIETE. 

T. GWINCIŃSKI: "Nasze umiejętności nie pozwalały na nic innego, niż spontan. Ton działalności HENRYKA nadawali frontmen PIOTR "DINO" KALISKI i gitarzysta PIOTR "WASYL" WASILEWSKI [błąd autora: właściwe imię to MACIEJ - red.]. Obojętne, co graliśmy, DINO zawsze znajdował swój parateatralny, quasikabaretowy kontekst. O tym, co było najciekawsze w HENRYKU decydowało spotkanie ludzi, którzy nie czuli się muzykami, ale każdy z nich pisał, miał swoją wizję działań parateatralnych, rysował. Każdy miał podejśie multimedialne. Stąd koncerty były raczej performance'ami." 

J. MAJEWSKI: "Koncerty HENRYKA były niemal całkowicie improwizowane, ale nikt nie śmiał użyć tego słowa, ponieważ wydawało nam się zarezerwowane dla wielkoludów typu COLTRANE." 

Na schyłek lat 80. przypada apogeum nasilenia wizyt trójmiejskich jassowców MIŁOŚĆ w Bydgoszczy. Zespół przybywał w różnych składach, jego członkowie grywali z muzykami bydgoskimi. Różne, swobodnie komponowane konfiguracje instrumentalistów do dziś są zasadą koncertów sceny. Każdy z nich może się przerodzić w niepowtarzalną prezentację nowej ulotnej formacji. Już wtedy zaczęła się kształtować charakterystyczna doniosła rola Bydgoszczy jako koncertowego zaplecza sceny. Grano po szkołach, domach kultury, ale też odbyły się duży zbiorowy występ prezentujący wszystkich muzyków sceny w bydgoskiej muszli koncertowej. W 1989 r. na organizowanym wraz z ruchem "Wolność i Pokój" koncercie będącym częścią akcji na rzecz zamknięcia lotniska wojskowego pojawiła się po raz pierwszy i ostatni efemeryczna formacja BÓG - wokalny zespół złożony ze wszystkich obecnych tego dnia na scenie muzyków. 

T. GWINCIŃSKI: "To nie tak, jak w gwiazdorskim rocku, że jeśli ktoś przechodzi z DEEP PURPLE do LED ZEPPELIN, nie może już grać w DEEP PURPLE. To nie były zespoły w ustalonym składzie idące ściśle wytyczoną drogą, ale raczej spotkania ludzi. W dalszym ciągu tak się to odbywa. Nasza muzyka jest kwestią spotkań międzyludzkich, a nie zespołów. Dopiero teraz, kiedy jassowe grupy weszły na rynek i są promowane składy zaczęły kostnieć. Jeśli MIŁOŚĆ nie zabiera ze sobą na koncert LESŁAWA MOŻDŻERA, dla wielu przestaje być MIŁOŚCIĄ. A przecież nie w tym rzecz." 

Na przełomie lat 80. i 90. HENRYK BRODATY był częstym gościem ujawnień TOT ARTU, gdzie koncertował ze SNI SREDSTVOM, a potem MIŁOŚCIĄ. GWINCIŃSKI stał się gitarzystą MIŁOŚCI rozpoczynając kolejną fazę ewolucji tej grupy. Muzyka zakręciła w stronę harmolodic. Do duchowych pobratymców zespołu dołączyli ORNETTE COLEMAN, JAMES BLOOD ULMER i SHANNON JACKSON. Pojawił się nowy perkusista PIOTR DUDZIŃSKI. Przez pewien czas MIŁOŚĆ występowała w dwóch składach - ten z MAZZOLLEM grał rozwichrzone improwizacje, ten z GWINCIŃSKIM tworzył muzykę bardziej uporządkowaną. Kilka razy zdarzyły się koncerty w kwintecie. 

Latem 1988 r. powstał pierwszy program MIŁOŚCI - siedem freejazzowych tematów TYMONA z recytowanymi tekstami w duchu "Om". Został on przedstawiony jesienią podczas ujawnień TOT ARTU na najbardziej wówczas prestiżowych imprezach undergroundowych - warszawskich festiwalach "Poza kontrolą" i "Rób Rege". 

TYMON: "Czuliśmy się jak apostołowie, a ludzie nas wygwizdali. Mieliśmy po 20 lat i na pewno nie uniknęliśmy amatorki, ale ideowo było to świetne." 

Wzniosły, natchniony klimat tamtej muzyki nie był jedynie kwestią wizji artystycznej. Na przełom lat 80. i 90. przypada uduchowiona faza dziejów grupy. TYMON i TRZASKA zamieszkali razem w Osowej pod Gdańskiem, a wokół nich urósł rodzaj jassowej komuny. 

TYMON: "Osowa to czasy religijnego idealizowania na wyrost. Witaliśmy się pocałunkami, siadywaliśmy naprzeciw siebie powtarzając: Kocham cię bracie. Patronował nam amalgamat wzniosłych idei CHARLES'A IVESA i duchowa ekspresja czarnej muzyki lat 60. z COLTRANE'M na czele. Wpadali do nas na kilkudniowe jamy muzycy SZELESTU SPADAJĄCYCH PAPIERKÓW i HENRYKA BRODATEGO." 

Najbardziej niezwykłym przedsięwzięciem tamtych lat była "Modlitwa o pokój" przedstawiona w 1989 r. w trójmiejskim klubie "Żak". MIŁOŚĆ i jej goście, w 10 - osobowym składzie, wykonali jeden wielowątkowy utwór, trwający godzinę. Obyło się bez zapisu - jego poszczególne części zostały przez TYMONA dokładnie opisane... słowami. 

TYMON: "W wakacje 1989 r. MIKOŁAJ wyjechał do Norwegii zarabiać na saksofon, a ja z MAZZOLLEM grałem na ulicy, głównie standardu COLTRANE'A. Byliśmy już wtedy trochę podłamani tym, że nikt nas nie słucha. Poza ujawnieniami TOT ARTU nie było większych koncertów, grywaliśmy po domach. Kiedyś na urodzinowej imprezie u znajomej, gdy weszliśmy w fazę słuchała nas jedna osoba... MACIEJ SIKAŁA, wówczas jeszcze statkowicz, ale już dobry muzyk jazzowy, mówił o nas: To nie MIŁOŚĆ, to pierdolenie Weszliśmy w okres grania standardów". 

MAZZOLL: "Granie standardów traktowałem wyłącznie warsztatowo, kiedy pojawiły się jako propozycja konertowa, odszedłem z MIŁOŚCI. Zawsze byłem w opozycji do tego, by grać jazz, tę pseudoamerykańską muzyczkę." 

Po rozstaniu z Miłością MAZZOLL założył trio NIEBIESKI LOTNIK, z OLEM WALICKIM na konrabasie i JAKIEM OLTEREM na perkusji. A, że dla wykonywanej przez grupę fuzji improwizacji i ech BARTOKA nie było wówczas w Gdańsku miejsca , wyjechał do Niemiec. (Obecnie nosi się z zamiarem reaktywacji LOTNIKA w odnowionym składzie) Zamieszkał w Dortmundzie, ale Niemcy traktował jako bazę wypadową artystycznych podróły po całej Europie. W Holandii nagrywał muzykę do eksperymentalnych filmów o architekturze współczesnej, szlifując przy tym idee arytmii. W Londynie grał na festiwalu "Company Week". Uczestniczył w imprezach multimedialnych, festiwalach muzyki iprowizowanej i jazzowej, grając m. im. z ALFREDEM HARTH’EM, TONY OXLEY’EM, DEREKIEM BAILEY’EM. Na estiwalu "Jazz Baltica" wystąpił jako klarnecista w zespole DJANGO BATES’A. Do dziś działa jego niemieckie trio muzyki improwizowanej PERPLEX. W ubiegłym roku ukazała się ich pierwsza płyta "Newborn" wyprodukowana przez TONY OXLEY’A. Pod nazwą DELIKATESY AVANTGARDE MAZZOLL i performer ROBERT KNUTH przeprowadzają tzw. "dyfuzje", podczas których na scenie powstają równocześnie utwór muzyczny i plastyczny. Duet pojawia się w polskichi niemieckich galeriach oraz na prestiłowym estiwalu multimedialnym "Kunsthalle" w Düsseldorfie. Jako kompozytor, MAZZOLL współpracuje z gdańskim Teatrem Wybrzeże. 

W początku lat 90. trwały w MIŁOŚCI burzliwe zmiany. Z zespołem grał GWINCIŃSKI, w składzie pojawił się JACEK OLTER. W tym składzie odbyła się pierwsza sesja nagraniowa MIŁOŚCI dla gdańskiego radia. Nagrano utwory COLTRANE’A i COLEMANA oraz dwie kompozycje TYMONA - "Kopernikus" i "Najdłułsze żądło świata". Kulminacją tej edycji MIŁOŚCI był koncert w Belgradzie jesienią 1990 r.. W 1991 r. GWINCIŃSKI wyjechał do USA praktykować zen, na jego miejsce wszedł nieznany jeszcze wówczas pianista LESŁAW MOŻDŻER. 

TYMON: "LECHU był dobry, ale pochodził z innego świata. Jako akademik chciał grać normalny jazz. Zajęliśmy łagodniejsze pozycje, LECHU dodał nam poważkowego szlifu. Zaspokoił moje ambicje kompozytorskie, mogłem zapisywać najbardziej odjechane rzeczy, a on potrafił wszystko to zagrać. Właśnie wtedy, próbując standardy, nauczyliśmy się grać z kwitów." 

Po powrocie z USA GWINCIŃSKI nie powrócił już do MIŁOŚCI. Założył w Bydgoszczy zespół TRYTONY. Nazwą tą obdzielił zarówno trio z JACKIEM BUHLEM na bębnach i SŁAWKIEM JANICKIM, który zamienił gitarę basową na kontrabas, jak i założony wtedy w ich środowisku klub "Trytony". 

T. GWINCIŃSKI: "Dostałem propozycję od kolegów organizujących klub, aby grać tam na stałe. Wtedy był to ewenement. To miejsce i ten zespół były w ogóle zjawiskami socjologicznymi. Był rok 1991, czas powstawania w Polsce zrębów nowej, kapitalistycznej rzeczywistości Pojawiały się lokalne rozgłośnie radiowe, normalne sklepy. Byliśmy częścią tego przełomu. Wszystko rodziło się na nowo, nie powstały jeszcze komercyjne układy i otworzyła się przestrzeń dla ludzi, którzy po prostu chcieli coś zrobić. W Bydgoszczy powstał pierwszy klub, którego właścicielami byli zwykli goście tacy jak my. Nie zalełało im na kasie, chcieli stworzyć miejsce z pewnym klimatem, generować świeżą energię. W Trytonach spotykali się wszyscy ludzie, którzy obecnie działają w Bydgoszczy na jakiejkolwiek kulturalnej niwie. Po czterech miesiącach od otwarcia klubu, w kwietniu 1992 r. TRYTONY nagrały płytę Tańce Bydgoskie - sumę energii, jaka wrzała w tym miejscu." 

Przez pierwsze pół roku TRYTONY grywały w klubie codziennie. W repertuarze tria pojawiły się standardy COLTRANE’A, MONK’A, DOLPHY’EGO, DAVIS’A. Niekiedy zespół grał w kwartecie - z bydgoszczaninem, nestorem polskiego free jazzu trębaczem ANDRZEJEM PRZYBIELSKIM, a na początku z gdańskim saksofonistą KRZYSZTOFEM KIRSZLINGIEM (o dziwo zupełnie nie związanym z jassowcami). Często pojawiała się w klubie trójmiejska grupa o rhythm & bluesowych korzeniach WSZYSCY ŚWIĘCI. Jej członkowie znali się z jassowcami z czasów, gdy w latach 1988 - 89 grywali razem na ulicach Gdańska i Sopotu. Ze WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH wywodzi się jeden z aktywniejszych muzyków dzisiejszej sceny, gitarzysta i basista TOMASZ "ŚWIĘTY" HESSE. 

Wspomniana płyta, "Tańce bydgoskie" TRYTONÓW jest pierwszym albumem nagranym w kręgu sceny jassowej. Można powiedzieć, iż wyniosła i pogrążyża ją zarazem energia czasów przełomu. Pieniądze na studio wyłożył prywatny sponsor, charakterystyczny dla przejściowego okresu biznesmen, który szybko dorobił się i szybko zbankrutował. Na wydanie zapożyczyli się sami muzycy. A gdy już w 1993 r. album ujrzał światło dzienne okazało się, iż gazety i organizatorzy festiwali, do których rozesłano płytę nie byli zainteresowani TRYTONAMI. Nikt nie widział gdzie zaklasyfikować zespół, który przedstawił na płycie swoiste muzyczne poszukiwanie straconego czasu, splatając przy tym w postmodernistycznej manierze swobodnie potraktowane standardy jazzowe, pastiszowe ułamki rockowej klasyki i wyimprowizowane kompozycje będące wariacją na tematy taneczne. Jedyna recenzja, połączona z jej radiową prezentacją, pojawiła się w audycji ROMANA KOWALA w 3 programie P. R.. Pozbawioną reklamy płytę zignorowali również hurtownicy i sklepy. Warto dodać, iż jednym z nielicznych dystrybutorów "Tańców bydgoskich" stała się lubelska firma OBUH Records, jedyna polska wytwórnia niezależna zajmująca się awangardą (głównie z kręgu muzyki minimalistyznej, konkretnej i postindustrialnej) i w ogóle najciekawsza oficyna fonograficzna w naszym kraju. 

W tym samym czasie w rodowisku trójmiejskim zaszły zdarzenia w dużej mierze decydujące o przebijaniu się sceny. W 1992 r. MIŁOŚĆ zdobyła drugie miejsce na międzynarodowym krakowskim festiwalu "Jazz Juniors". 

TYMON: "Kiedy po koncercie podszedł do nas pewien stary jazzowy wyjadacz i gratulując powiedział: No chłopcy super, gracie jak Amerykanie trochę się podłamałem. Ważne było, że jedną z nagród była półgodzinna sesja w radiowej "Trójce". W studiu powiedzieliśmy, że nie wyjdziemy, dopóki nie nagramy materiału na płytę. Marzyłem o tym od 12 lat i nie mogłem przepuścić takiej okazji. Tak powstał nasz pierwszy album." 

M. TRZASKA: "Po Jazz Juniors myśleliśmy, że MIŁOŚĆ się rozleci. LESZEK zaczął grać ze ZBIGNIEWEM NAMYSŁOWSKIM, JACEK z NAMYSŁOWSKIM, JANEM PTASZYNEM WRÓBLEWSKIM, JANUSZEM MUNIAKIEM. Wszystko zostało jednak bez zmian. Przetrwały więzy przyjacielskie i przekonanie, że nasz zespół jest w stanie zrobić coś swojego." 

W tym samym czasie cała MIŁOŚĆ otrzymała propozycję wspólnego grania od TOMASZA STAŃKI. Zagrali dwa koncerty w gdańskiej "Cyganerii", ale pomysł trasy upadł po tym, jak TYMON postawił warunek, że grane będą jego kompozycje. 

Na "Jazz Jamboree" '93 MIŁOŚĆ zagrała - już kwintecie z tenorzystą MACIEJEM SIKAŁĽ - pomiędzy STAŃKą a ORNETTE COLEMAN’EM. 

TYMON: "Z jednej strony to była nobilitacja, ale z drugiej - kto w Polsce mógł zagrać przed COLEMANEM?" 

Program przygotowany na "Jamboree" znalazł się na drugiej, nagranej w 1994 r., płycie MIŁOŚCI "Taniec smoka". Wykrystalizowała się swoista, decydująca o niepowtarzalności grupy, geografia MIŁOŚCI, którą wyznaczają - prawe skrzydło ze stricte jazzowymi wirtuozami MOŻDŻEREM i SIKAŁĽ, uznawanymi za czołowych instrumentalistów w swoich kategoriach; centrum z uniwersalnym, wszechstronnym OLTEREM i lewe skrzydło - TYMON i TRZASKA ze swoim radykalnym rockowo - awangardowym rodowodem. 

Dwaj ostatni zdani wyłącznie na jazz, bo przecież jazz, nie jass, stanowi o sukcesie MIŁOŚCI, musieli czuć się zbyt ciasno w tej jednej estetyce. W 1992 r. powstały KURY i ŁOSKOT, ich nowe zespoły. Lekcewałone przez jazzowych fanów i witane przez wszystkich znających korzenia muzyków jako naturalny rozwój ich drogi artystycznej. 

TYMON: "Pierwsza płyta KUR, Kablox - niesłyna histaria jest radykalną kontynuacją Tańca smoka. Połączyliśmy tu rock, free jazz, muzykę etniczną, taneczną i webernowską poważkę." 

M. TRZASKA: "Jestem bardzo wrażliwy na muzykę etniczną. W mojej podświadomości silnie uaktywniają się elementy archetypiczne, działają na mnie podstawowe symbole, takie, jak ogień. To wszystko oddziałało na muzykę ŁOSKOTU." 

W składzie KUR pojawili się, obok TYMONA, J. OLTER, gitarzysta PIOTR PAWLAK, wokalistka ANNA LASOCKA i gościnnie MAZZOLL. Pierwszą edycję ŁOSKOTU, która zadebiutowała albumem Koncert w Mózgu tworzyli obok TRZASKI OLTER, J. MAJEWSKI, O. WALICKI i grający na aborygeńskim didgeridoo SZYMON ROGIŃSKI. 

Tymczasem w Bydgoszczy w 1993 zmienił się właściciel "Trytonów" i linia klubu uległa zachwianiu, a że ambicje klubowego środowiska zdążyły narosnąć szukano innego miejsca. Władze miasta zaoferowały obszerny lokal, w podwórzu przy ulicy Gdańskiej 10, w centrum Bydgoszczy. Przed wojną mieściła się tam fabryka mydła, potem zakłady naprawy projektorów filmowych, po ich przeniesieniu przez 5 lat budynek stał pusty. Tu powstał i działa klub "Mózg". Stolica jassu. Warsztat i sala koncertowa zawsze otwarte dla najbardziej niecodziennych pomysłów jassowów. Kolebka wielu grup sceny. Miejsce, którego znaczenie dla jassu trudno przecenić. Jego szefami zostali SŁAWEK JANICKI i JACEK MAJEWSKI. Pełna nazwa brzmi: "Fabryka Rzeźb Gadających Ze Sobą "Mózg". Niektórzy mówią o nim "polskie Knitting Factory". Z pewnością klub rozwija się równie prężnie jak ta najsłynniejsza nowojorska jaskinia jazzowej awangardy. 

Dziś, po remoncie, mieszczą się tu sala z barem, małe biuro, pokój gościnny, sala widowiskowa na blisko 200 osób i studio nagraniowe. Prowadzi je WOJCIECH CHUDZIŃSKI, od dawna towarzyszący koncertom i nagraniom bydgoskiej muzyki. Tuż po założeniu klubu przywoził do "Mózgu" mikrofony, małą konsoletę i magnetofon "DAT", jako, że od początku wszystkie koncerty były nagrywane. Przeszło rok temu klub udostępnił mu miejsce na studio, które w zamian w pożądanych momentach rejestruje muzykę z "Mózgu". Sprzęt należy do CHUDZIŃSKIEGO, studio utrzymuje się głównie z realizacji reklam i dżingli. Do tej pory nagrywali tam KAZIK STASZEWSKI wraz z MAZZOLLEM i ARHYTHMI PERFECTION, ARHYTHMIC BRAIN, SYFON i efemeryczne trio PIECES OF BRAIN w składzie JANICKI, MAJEWSKI i zamieszkała w Londynie Amerykanka KAROLINE KRAABEL, znana z grup THE HONKIES i SHOCK EXCHANGE. 

J. MAJEWSKI: "Wciąż nagrywamy wszystkie koncerty. Już nie na "DAT", ale wprost ze studia, które znajduje się pod sceną i jest z nią połączone. Muzyka rejestrowana jest teraz na wielośladzie, co daje możliwość ingerencji w materiał." 

Powstało bezcenne archiwum, z którego jak dotąd wydano zaledwie kilka materiałów - koncerty MAZZOLLA & ARHYTHMIC PERFECTION, TRYTONÓW, ŁOSKOTU. Wiele w tej kwestii powinno się zmienić , bowiem szefowie "Mózgu" zdecydowali się podjąć samodzielnego wydawania płyt pod hasłem "Muzyka z Mózgu". Pierwszy album ukaże się w połowie czerwca, a będą to "Rozmowy Scatem", materiał z obrosłej już legendą sesji KAZIKA STASZEWSKIEGO, MAZZOLA i ARHYTHMIC PERECTION. W dalszej kolejności zapowiedziane jest wydanie płyt duetu MASŁO, zespołów TELE ECHO, ŚCIANKA, SYFON. Trwają rozmowy dotyczące możliwości wydania zapisu koncertu jaki dało w "Mózgu" trio JOEYA BARONA. 

Oczywiście nie byłoby tych materiałów, gdyby nie aktywna działalność koncertowa "Mózgu". Program klubowych imprez jest nieprzypadkowy, nie każdy może tu zagrać. S. JANICKI: "W Mózgu nie gra się gigów i jobów. Zależy nam na tym, aby muzycy mieli świadomość, że mogą tu realizować swoje najbardziej szalone pomysły. Ideałem wcielanym w życie podczas klubowych koncertów jest tworzenie całkiem nowych zespołów, dawanie muzykom okazji do grania innych rzeczy, niż te, którymi ze względów komercyjnych zajmują się na co dzień. Często zapraszając kogoś wyciągamy go z macierzystego składu i kojarzymy w innej konfiguracji." Obok pojawiających się, w myśl powyższego programu, wykonawców polskich, do klubu przybywają równie nieprzypadkowi goście zagraniczni, szczególnie tacy, z którymi "Mózg" czuje powinowactwo. Byli wśród nich m.in. FRED FRITH, CHRI CUTLER, JOEY BARON, ZEENA PARKINS, ELLERY ESKELIN. 

"Mózg" nie ogranicza się do muzyki, choć ta dominuje. Produkuje się tu programy telewizyjne, kręci filmy. Ostatnio telewizja bydgoska emituje co 2 tyg. relacje z koncertów pod hasłem "Muzyka z Mózgu". Nakręcony przez TRYTONY pod kierownictwem, i z muzyką, GWINCIŃSKIEGO krótkometrażowy film fabularny "Józef" prezentowany był na wrocławskim Międzynarodowym Biennale Nowych Mediów WRO. Organizowane są w klubie wystawy plastyczne, spektakle teatralne, akcje performerów, a od niedawna wykłady filozoficzne. Niezależnie od tego wszystkiego, "Mózg" stał się w Bydgoszczy modnym lokalem, co z pewnością stabilizuje jego egzystencję. Jako nocna knajpa pojawił się nawet w piosence bydgoskiego poety GRZEGORZA KAMIERCZAKA, śpiewającego w zespole VARIETE. 

SŁAWEK JANICKI: "Wśród Bydgoszczan Mózg przyjął się przede wszystkim jako knajpa. Na poważne koncerty przychodzą i przyjeżdżają zupełnie inni ludzie, niż na co dzień. Jednak w nastawieniu publiczności odnotowujemy pozytywne zmiany. Początkowo większość gości w ogóle nie chciała słuchać muzyką, którą tu się grało. W tej chwili na każdym koncercie jest kilkadziesiąt osób. Doszliśmy do tego, że wszystkie imprezy są biletowane i ludzie kupują bilety. Trzeba bowiem dodać, że przez pierwsze trzy lata naszej działalności 95 % koncertów to były przedsięwzięcia, do których musieliśmy dopłacać. Od pół roku większość koncertów wychodzi na zero. Pięć, czy sześć większych imprez przyniosło nam pieniądze. Myślę, że na polskiej scenie klubowej to ewenement, iż od początku płaciliśmy za granie, każdemu. Nie przyjęliśmy pokutującego powszechnie przekonania, że koncert musi się zwrócić i jeszcze przynieść dochód. Nie było biletów. Każdy mógł przyjść i posłuchać muzyki. My za to płaciliśmy." 

Lista zespołów, dla których "Mózg" był miejscem narodzin wciąż się wydłuża. Rozpoczyna ją MAZZOLL & ARHYTHMIC PERFECTION. Dalej pojawiają się MAESTRO TRYTONY, ARHYTHMIC BRAIN, TELE ECHO, INŻYNIER KAKTUS, SYFON i EXTASY PROJECT. 

Gdańszczanin MAZZOLL po powrocie z Niemiec świadomie powołał ARHYTHMIC PERECTION w Bydgoszczy. Chciał w ten sposób realizować swoje koncepcje arytmii poza kontekstem trójmiejskiego jassu. Towarzyszą mu muzycy, których znał jeszcze z HENRYKA BRODATEGO - J. MAJEWSKI, S. JANICKI, T. GWINCIŃSKI, który w ARHYTHMIC PERFECTION powrócił do swego pierwszego instrumentu, perkusji, oraz trębacz JANUSZ ZDUNEK, student bydgoskiej Akademii Muzycznej. Pierwszy koncert kwintetu odbył się w nowootwarty "Mózgu" jeszcze pod nazwą PTYSIE i NALEŚNICY (alternatywna nazwa: ACHTUNG MINNENGRUPPE). Jego fragmenty znalazły się na płycie "a", debiutanckim albumie zespołu z 1995 r., na który złożyły się fragmenty występów w "Mózgu".. 
O ile pierwszej mózgowej grupie, TRYTONOM, nie udało się przebić, ARHTYTHMIC PERFECTION jest dziś najbardziej kojarzoną formacją seny jassowej (MIŁOŚĆ wszak uchodzi za zespół jazzowy). S. JANICKI: "W czasach "Trytonów" nie czuliśmy potrzeby wychodzenia poza Bydgoszcz. Same próby i wieczorne koncerty dawały nam tyle satysfakcji, że nikt nie myślał o graniu po kraju. Poza Bydgoszczą zagraliśmy kilkanaście koncertów, najważniejszym z nich był występ przed STEVE COLEMAN`EM w Gdyni. Poza tym okazało się, że zespołem nie ma kto się zająć. Narodziny ARHYTHMIC PERFECTION związane są z powstaniem "Mózgu", a działalność zespołu z możliwościami klubu. Nie wysyłamy ofert na jazzowe festiwale, raczej do klubów, co wciąż spotyka się z niechęcią. Są jednak miejsca, które zajęły się sceną, tam gramy. "Szóstki" i "Meduza" w Szczecinie, "Tęcza" i "Centrum Sztuki Współczesnej" w Warszawie, "Piwnica" we Włocławku." MAZZOLL, JANICKI i MAJEWSKI grają również w trio jako ARHYTHMI BRAIN 

Pożegnaniem pierwszej edycji TRYTONÓW okazał się, wydany równocześnie z "a", "Zarys matematyki niewinnej", zapis całkowicie improwizowanego koncertu w "Mózgu" z lata 1994 r., przywołujący - pod egidą tytułów zaczerpniętych z prozy BRUNO SCHULZA - klimat frisellowskiego realizmu magicznego. Płyta, przystępniejsza od poprzedniej, przyniosła grupie spóźnione uznanie. JACEK BUHL, po krótkiej przerwie w czynnym graniu, trafił do założonego w ubiegłym roku przez J. ZDUNKA kwartetu SYFON. Składu dopełniają nowe postacie w "Mózgu" saksofonista z Akademii Muzycznej TOMASZ GLAZIK oraz wywodzący się z tradycji bluesowej basista WŁADYSŁAW REFLING. 

GWINCIŃSKI powołał nowe wcielenie TRYTONÓW. Obok sekcji RAFAŁ GORZYCKI - T. HESSE pojawiła się w grupie dwójka muzyków klasycznych - RENATA SUCHODOLSKA, wiolonczelistka z Akademii Muzycznej oraz TOMASZ PAWLICKI wirtuozerski flecista opery, grający też na instrumentach klawiszowych i komponujący. Nazwa MAESTRO TRYTONY oddaje klasyczne inklinacje nie tylko grupy, ale też jej lidera. Nie rezygnując z improwizacji, GWINCIŃSKI jest coraz bardziej zainteresowanym kompozycją i to na polu muzyki klasycznej. 

Po raz pierwszy spróbował swych sił na tym polu pisząc muzykę, na kwartet smyczkowy i improwizujące trio, do spektaklu "Ubu król" A. JARRY dla "Tetru Polskiego" w Bydgoszczy. Materiał ten ukazał się na wydanej przez teatr kasecie demo, być może zostanie zarejestrowany w profesjonalnych warunkach. Trwają poszukiwania wydawcy gotowej już płyty MAESTRO TRYTONY "Enoptronia". Po wydaniu ten album, wkraczający w wymiar kompozycji z kręgu współczesnej muzyki poważnej, może być przełomem na scenie. 

Poza twórczością muzyczną GWINCIŃSKI zajmuje się literaturą i filmem. Pisuje sztuki teatralne i prozę. Jeszcze w tym roku powinien ukazać się zbiór jego opowiadań. Pojawiła się też możliwość realizacji na bazie środków Łódzkiej Szkoły filmowej pełnometrażowego filmu fabularnego w jego reżyserii i z jego scenariuszem.

T. GWINCIŃSKI: "Improwizując medytujesz nad danym tematem i poznajesz swój kanon harmoniczny, język muzyczny. Możesz go tak wykrystalizować, że obywasz się bez improwizacji, wszystko potrafisz zapisać, nie czując przy tym frustracji, że będziesz potem odtwarzał gotowy cudzy zapis. Zapisując, bezwiednie wypływasz na morze twórczości klasycznej. Tak rozwijała się moja twórczość muzyczna przez ostatnie cztery lat. Film i pisanie nie są glossą do niej. To wypowiedzi czysto formalne. Nie czuję się muzykiem. Mam pewną ideę formy, wykorzystuję środki wyrazu muzyki, literatury i filmu do jej wyczucia i ułożenia. W ten sposób jej obraz staje się pełniejszy." 

Kontynuując tradycję pierwszych TRYTONÓW GWINIŃSKI grywa w dwóch triach z sekją GRAALA, AREK SKOLIk - LOCKO RICHTER i sekcją MIŁOŚCI J. OLTER - TYMON. Pierwsza grupa nagrała już materiał na płytę, druga szykuje się do sesji. Na bazie MAESTRO TRYTONY powstały dwie grupy improwizuje trio TELE ECHO z T. PAWLICKIM grającym na flecie i instrumentach klawiszowych, T. HESSSE grająym na gitarze basowej i liderem GWINCIŃSKIM w roli perkusisty. RAFAŁ GORZYCKI założył kwartet EXTASY PROJECT penetrający transowy aspekt tradycji M - Base. Ten zespół, utworzony w ubiegłym roku, wraz z SYFONEM wyznacza praktycznie trzecią falę jassu. 

Na drugą falę zjawiska złożyły się trójmiejskie grupy, które publicznie zadebiutowały na zorganizowanym przez MAZZOLLA latem 1995 r. w sopockim klubie "Amber" "Pierwszym Festiwalu Nowej Muzyki Improwizowanej" - INŻYNIER KAKTUS, ŚCIANKA, PARALAKSA. Podczas tej imprezy wystąpili również MAZZOLL & ARHYTHMIC PERFECTION, KURY i VOICE OF THE BLACK HOLE (duet MAZZOLL - GWINCIŃSKI). 

MAZZOLL: "Wszystko, co chciałem osiągnąć to prezentacja zespołó, o których nikt nie słyszał, urzeczywistnienie pomysłu na spotkanie improwizujących muzyków." 

Prowadzony przez grająego na gitarze T. HESSE, kwartet INŻYNIER KAKTUS improwizuje na bazie rhythm & bluesa i elektrycznego jazzu lat 70.. PARALAKSA, kwintet basisty WOJCIECHA MAZOLEWSKIEGO, wykorzystując instrumenty spełniające zazwyczaj role podkładowe (gitary basowe, fagot) w roli instrumentów solowych penetruje niskotonalną sferę muzyki. W kwietniu tego roku ukazał się na kasecie "Paralaksa" debiutancki materiał grupy, utrzymany w kameralnym klimacie. Kwartet ŚCIANKA, kierowany przez gitarzystę MACIEJA CIEŚLAKA zaascynowany jest sondowaniem możliwości improwizacji na polu współczesnejuzyki poważnej, nie lekeważy jednak kwestii kompozycji, a wypowiada się w rockowym składzie i brzmieniu. 

Chociaż muzycy wspomnianych formacji są młodsi, niż jassowi liderzy i zaczynali grać później nie ma pomiędzy nimi barier. Spotykają się na jamach i we wspólnych konfiguracjach, co daje gwarancje, że sena jassowa zasilana wstępującymi instrumemtalistami i kompozytorami nie stanie się efemeryznym dzieckiem hermetycznego kręgu jednej generacji. 

M. CIEŚLAK, oraz dwaj muzycy PARALAKSY, MAZOLEWSKI i ADAM KAMIŃSKI wraz z P. PAWLAKIEM składają się na prowadzony przez MAZZOLLA kwartet gitarowy ARHYTHMIC MEMORY. W marcu br. ukazała się pierwsza płyta tej grupy, "Cynober Manifest" będąca zapisem muzyki towarzyszącej dyfuzjom DELIKATESÓW AVANTGARDE. Całość utrzymana jest w klimacie atmosferycznej muzyki ambient. MAZZOLL: "Ambient zainteresował mnie jako muzyka poza metrum, grana w nieokreślonych pulsach, takich jak padanie deszczu. ARHYTHMIC MEMORY to jeden z licznej rodziny zespołów powołanych przez MAZZOLLA w celu realizacji - w różnych zestawach instrumentarnych - idei arytmii. Obok wspomnianych ARHYTHMIC PERFECTION, ARHYTHMIC BRAIN i VOICE OF THE BLACK HOLE należą tu ART RHYTHMIC, GRUPA R - OSJAN, CHÓR DES DEBILES, podwójny kwartet ARHYTHMIC MEMORY. Grupy te koncertują sporadycznie w galeriach, teatrach i w "Mózgu". 

Dla MIŁOŚCI najważniejszym wydarzeniem w ostatnich latach było spotkanie z LESTEREM BOWIE. Zapis ich wspólnego koncertu, gdzie BOWIE grał kompozycje TYMONA, SIKAŁY i TRZASKI - z listopada 1994 r. ukazał się na wydanej rok póŤniej płycie "Not Two". Jej promocja była okazją do ogólnopolskiej tygodniowej trasy koncertowej BOWIEGO i MIŁOŚCI, która odbyła się w lutym 1996 r. 

TYMON: "PIOTR NYCZ z poznańskiego klubu "Eskulap" powiedział nam, że ma pieniądze na koncert MIŁOŚCI z gwiazdą. Po rozmowie z JARKIEM TYLICKIM z agencji "Colosseum" okazało się, że wśród możliwych do ściągnięcia gości jest BOWIE... Nie mierzyliśmy tak wysoko, to był dla nas ktoś. Zrobiliśmy próbę i delikatnie podsunąłem mu swoje kwity. Spojrzał. Nie zapisuje się tak wysoko trąbki. To trąbka orkiestrowa, grająca aranż, ale nie solowa. To zmień. Miłe kompozycje. Tyle powiedział i zagraliśmy. Na koniec pozostawił mi prywatne, mistrzowskie przesłanie: Fuck jazz! Fuck the rules! First you learn them, then you must forget them.

W 1996 r. muzycy MIŁOŚCI zaczęli decydować się na wydawanie płyt autorskich. Albumem "Talk To Jesus" debiutował SEKSTET LESŁAWA MOŻDŻERA (rok wcześniej MOŻDŻER wydał album z interpretajami muzyki CHOPINA). Radiowa sesja zapowiada przygotowania do solowego debiutu SIKAŁY. Na gruncie jassowym pojawiły się płyty "Songs For Genpo" TYMONA, nagrana z zespołem TRUPY, i "Cześć, cześć, cześć" M. TRZASKI, na której towarzyszył mu drugi, "nieetniczny" skład ŁOSKOTU - T. HESSE, JOWITA CIEŚLIKIEWICZ, J. OLTER.. TRZASKA pojawił się również w składzie TRUPÓW, obok J. OLTERA, T. HESSE i MARTY HANDSCHKE. 

Album TRZASKI wypełniają utrzymane w zróżnicowanym klimacie tematy stanowiące punkt wyjścia do improwizacji. Na "Songs For Genpo" składają się nadzwyczaj zgrabne piosenki, w których daje o sobie znać dawna fascynacja TYMONA harmoniami THE BEATLES. Całość, pełna odwołań do psychodelii, jazz rocka, punka, hard rocka, utrzymana jest w swobodnej poetyce free rocka i opatrzona tekstami, które w poetyckiej formie wyrażają zenistyczny stan ducha TYMONA. Kolejna płyta MIŁOŚCI, "Asthmatic", ukazała się w grudniu 1996 r. przynosząc materiał całkowicie improwizowany w studiu. 

O ile "Asthmatic" okazał się najśmielszym z dotychczasowych materiałów MIŁOŚCI, wydana w tym samym czasie druga płyta ARHYTHMIC PERFECTION, "Out Out To Lunch" jest najbliższym jazzu albumem tej grupy. Utrzymana w medytacyjnym klimacie nawiązuje do uduchowionego free lat 60.. 

MAZZOLL: "Pierwszym etapem było szukanie arytmii, czyli wychodzenie z konwencji. Teraz zmierzamy w stronę muzyki pierwotnej. Out Out... jest szczytem naszych działań w kręg aleatorycznej muzyki współczesnej. To arytmiczne spojrzenie na historię jazzu, oparte nie na polirytmii, ale na graniu w mijających się rytmach." 

Na bieżących koncertach zespół gra transowo, odwołują się do rytmów i motywów melodycznych muzyki etnicznej całego świata, preferuje cięższe, chropowate brzmienie, nierzadko sięgając po bruityzmy. 

S. JANICKI: "Jesteśmy otwarci na to, o dzieje się dookoła. Techno i ambient mają wpływ również na nas. Od jazzu jesteśmy coraz dalej, i dobrze." 

Odzwierciedleniem aktualnej kondycji ARHYTHMIC PERFECTION będzie nagrana we wrześniu 1996 r., a planowana do wydania na czerwiec, płyta "Rozmowy Scatem". Grupie towarzyszy to KAZIK STASZEWSKI wprowadzają do składu sampler. Różnorodnyprogram płyty wypełniają swobodne improwizacje, motywy etniczne, transowe, formy bliskie piosenki z tekstami STASZEWSKIEGO, niekiedy improwizowanymi, oraz ludyczne utwory będące przekorną kontrpropozycją do jazzowych standardów. 

Obecność STASZEWSKIEGO - zafascynowanej muzyką ARHYTHMIC gwiazdy może sprawić, iż jass w bezkompromisowym wydaniu dotrze do szerokiej publiczności. (Notabene, nowy, przygotowywany do wydania, solowy album STASZEWSKIEGO powstał pod tak silnym wpływem sesji w "Mózgu", i z udziałem MAZZOLLA, że w dużej mierze jest on płytą... jassową) Niezależnie od tego scena zdążyła już zdobyć własną publiczność. Świadczą o tym choćby oraz liczniejsze festiwale jassowe. Pierwszym z nich był wspomniany "Festiwal Nowej Muzyki Improwizowanej" z 1995 r., przegląd zorganizowany we własnym kręgu. Kolejne trzy imprezy, które odbyły się pod koniec 1996 roku, zostały poparte inicjatywą z zewnątrz. Mowa o dniu jassowym w "Eskulapie" podczas "Poznań Jazz Fair", "Jass Jam Nights" imprezie trwającej w czasie "Jazz Jamboree" w warszawskiej "Rivierze Remont" oraz największym z nich, festiwalu jassowym w krakowskim teatrze Bckleina zorganizowanym przez telewizję. Jego plonem był emitowany w trzech odcinkach program o jassie prezentujący fragmenty koncertów. W "Buckleinie" wystąpili: MIŁOŚĆ, KURY, ŁOSKOT, MAZZOLL & ARHYTHMI PERFECTION, MAESTRO TRYTONY i GRAAL. Ta ostatnia częstochowska formacja zrodzona w kręgu muzyków generacji YOUNG POWER, w składzie ANTONI GRALAK (lider), WŁODZIMIERZ KINIORSKI, LOCKO RICHTER, AREK SKOLIK, STANISŁAW SOJKA, tak muzycznie, jak i personalnie jest najbliższym jassowcom zespołem spoza sceny trójmiejsko - bydgoskiej. SKOLIK zastępował w MIŁOŚCI J. OLTERA, RICHTER w MAESTRO T. PAWLICKIEGO, obaj grają z T. GWINCIŃSKIM. 

Szkoda, że w "Buckleinie" zabrakło kwartetu NRD. Ta swoista anty - super grupa jassu zadebiutowała podczas festiwalu "Gdynia Summer Jazz Days '96". "Super" bo jest zespołem jassowych liderów, w jej skład wchodzą TYMON, MAZZOLL, TRZASKA, OLTER. "Anty - super" z racji towarzyszącej jej działaniom bezpretensjonalnej poetyki. "NRD bazuje na lżejszych odpadach naszej liderskiej działalności. To muzyka głupia jak but." - twierdzi TYMON. NRD nawiązuje, już choćby składem, do czasów, gdy w latach '88 -89 TYMON, MAZZOLL i TRZASKA grywali w duetach i trio na ulicy oraz do muzyki wczesnej MIŁOŚCI. 

TYMON: "Istnieje związek z tamtą epoką. Podobnie, jak kiedyś w NRD sięgamy po melodykę i rozpasanie wczesnego, nie zmąconego doktryną, free jazzu wesołych, maszerujących bandów AYLERA i COLEMANA. Wzbogacając je o współczesne elementy dance i techno." 

W praktyce niemal na każdym koncercie NRD można usłyszeć i zobaczyć coś innego. Raz jest to rozbrajający maksymalnym natężeniem zlewowego humoru występ quasi - kabaretowy, innym razem jazzowe granie w klimacie zornowskiej MASADY, zdarzył się też koncert w trio na kontrabas i dwa klarnety lokujący zespół w rejonach muzyki współczesnej. Nie sposób zatem przewidzieć jaki materiał przyniesie pierwsza płyta NRD, który zostanie zarejestrowany jeszcze przed wakacjami przy okazji nagrywania przez zespół muzyki do powstającego w poznańskiej Wyższej Szkole Plastycznej animowanego filmu o malarstwie MIRO. Ilustrowanie muzyką różnego rodzaju filmów staje się zresztą oraz częściej okazją ujścia potencjału jassowców. 

Na początku bieżącego roku MIŁOŚĆ nagrała muzykę do filmu "Sztos" OLAFA LUBASZENKI. Na tej samej sesji powstały wykorzystane w ścieżce dŤwiękowej utwory utwory o walorach ilustracyjnych oraz bardziej rozwichrzone, ostrzejsze wersje tych filmowych tematów, które znajdą się na planowanej na wrzesień piątej płycie grupy. Złoży się na nią 5 nowych utworów, nowe wersje 3 tematów z "Asthmatic" oraz trzy nagrane z myślą o tym samym filmie piosenki TRUPÓW. Pełny materiał na nową, drugą płytę nagrają TRUPY we wrześniu. Latem zostanie zarejestrowany materiał na szósty album MIŁOŚCI o roboczym tytule "Standardas". Stanie się to przy okazji trzeciego już spotkania kwintetu z LESTEEM BOWIE. Dadzą wspólny koncert podczas "Gdynia Summer Jazz Days" a następnie nagrają wspólnie własne wersje wybranych przez TYMONA "standardów", wśród nich "Venus In Furs" VELVET UNDERGROUND, "Maple Leaves" CHARLESA IVES'A, "Etiudę fortepianową" WITOLDA LUTOSŁAWSKIEGO, któryś ze sztandarowych przebojów BONY M. oraz pieśń partyzancką "Dziś do ciebie przyjść nie mogę". 

Rozwija się autorska działalność MIKOŁAJA TRZASKI skoncentrowana wokół jego grupy LOSKOT i kilku duetów. W GDAŃSKICH SŁONIKACH gra z ASI¤ CHARCHAN, w MAŚLE z TYMONEM. W tym roku powinna ukazać się gotowa już do wydania koncertowa płyta MASŁA. Ma to być uczczeniem dziesiątej rocznicy współpracy TRZASKI i TYMAŃSKI. Działa jeszcze intrygujący duet TRZASKA - MARCIN ŚWIETLICKI, w którym TRZASKA akompaniuje, głównie na klarnecie basowym, recytacjom krakowskiego poety uznawanego za najbardziej znaczącego twórcę pokolenia trzydziestolatków, a równocześnie wokalistę rockowej grupy ŚWIETLIKI. 

ŁOSKOT od jesieni ubiegłego roku działa w nowym składzie - TRZASKA, gitarzysta P. PAWLAK, sekcja O. WALICKI - J. OLTER oraz S. ROGIŃSKI. M. 

TRZASKA: "Odchodzimy od tradycyjnych form - improwizacji solisty na tle zespołowego akompaniamentu - jakie można było spotkać na dwóch poprzednich płytach. Teraz cały zespół buduje improwizowane struktury. Fascynuje mnie ostatnio muzyka współczesnych kompozytorów amerykańskich STEVE REICH'A i PHILIPPA GLASS'A, chcemy nawiązać do ich tradycji, zastępując przyjętą przez nich formę zapisu improwizacją. Ten kierunek wytyczają mijające się metra Gwiazdolotu z Cześć, cześć, cześć. Ostatnie koncerty ŁOSKOTU świadczą o tym, że w muzyce grupy wciąż silne pozostają elementy muzyki etnicznej i transowość. Nowe wątki wnosi do zespołu P. PAWLAK zafascynowany brzmieniami z kręgu ambient i wykorzystujący swój instrument w niekonwencjonalny sposób." 

PIOTR PAWLAK, dotąd postać z drugiego planu, staje się coraz bardziej znaczącą postacią trójmiejskiej sceny i jednym z najciekawszych polskich gitarzystów eksperymentujących w ogóle. Zaczynał grać na początku lat 80. z TYMONEM, jeszcze zanim ten powołał SNI SREDSTVOM. Potem związany był z kilkoma gdańskimi formacjami rockowymi, z których najgłośniejsza to BIELIZNA. Od czterech lat obdziela swym talentem KURY, ARHTYHMIC MEMORY, ostatnio ŁOSKOT. Jeszcze w tym roku planowane jest nagranie płyty w doprawdy frapującym składzie. PAWLAKOWI będą towarzyszyć gitarzysta i basista TONI VON KINSKY, świetny eksperymentator wywodzący się z tradycji industrialnej, współtwórca najciekawszej grupy polskiej awangardy rockowej lat 90., KINSKY oraz perkusista DOCENT, uznawany za najlepszego perkusistę na krajowej scenie radykalnego, podziemnego heavy metalu, związany ze słynną grupą VADER. 

Wpływ PAWLAKA będzie słyszalny na nowym, ukończonym na przełomie kwietnia i maja materiale KUR - "SCENA P.O.L.O.W.I.R.U.S. - The Best Of Kury"

TYMON: "Podstawowy skład KUR - ja, MAZZOLL, PIOTR PAWLAK, JACEK OLTER - wystąpi tu w roli producentów Jak sam tytuł wskazuje, materiał kręci się wokół starych numerów KUR, są to utwory o walorach komercyjnych, wcześniej wstydliwie odrzucone w procesie progresji zespołu, podjęte jednak przez naszych fanów jako tematy do interpretacji. W małych miasteczkach, gdzie koncertowały KURY pozostawiliśmy zagorzałych fanów, a wśród nich muzyków z zespołów różnej proweniencji - reggae, techno, disco polo, death metal. 14 zespołów mało znanych, ale kultowych w swoich stronach wykonuje utwory KUR." Wśród gości tej sesji znaleŤli się m. in. LESŁAW MOŻDŻER i OLAF DERIGLASSOW z HOMO TWIST." 

Jeżeli nawet jedynie połowa zapowiadanych na jesień, wspomnianych płyt ukaże się w terminie, to i tak będzie to kolejny gorący jassowy sezon. 

Rafał Księżyk (BRUM)

Przypis bibliograficzny
Księżyk, Rafał, “ARYTMICZNA MIŁOŚĆ KUR DO TRUPÓW 
albo NRD-owski ŁOSKOT w MÓZGU 
czyli historia jassu,” MÓZG archiwum, Dostęp 21 września 2019, http://archiwum.mozg.art.pl/items/show/984.
Relacje między zasobami

Zasób nie ma zdefiniowanych relacji