Przeskocz do głównej zawartości
Identyfikator
R17t012
Data
Tytuł
BAROWY ASPEKT INICJACJI
Etykiety

BAROWY ASPEKT INICJACJI

BAROWY ASPEKT INICJACJI
Arkadiusz Hapka  (fot. Gałgański, Jakub)

Opis

Z Arkadiuszem Hapką rozmawia Mikołaj Zieliński

Tekst

Mikołaj Zieliński: Czy klub Mózg ma dla ciebie jakieś znaczenie? Jeśli tak – jakie?

Arkadiusz Hapka: W jakimś sensie ma znaczenie niemalże konstytuujące mnie jako człowieka. To może brzmi bardzo górnolotnie, ale taka jest trochę prawda. Mówię trochę i nie jestem pewien tego, co mówię, ponieważ jest to, wydaje mi się, trudne do uchwycenia, bo tyczy się to też jakiejś takiej chwili dorastania i tak dalej. Byłem oczywiście nastolatkiem w czasie, gdy zacząłem przychodzić do klubu Mózg. Będąc piętnastolatkiem przychodziłem tutaj, kiedy jeszcze klub był w tej tak zwanej pierwszej pięciolatce.

M. Z.: Czyli przed rokiem dwutysięcznym. 1994-1999.

A. H.: Tak, pojawiałem się jeszcze w liceum, bo ukończyłem liceum w dwutysięcznym roku. Jestem rocznikiem 1981. Więc w tej pierwszej, drugiej, trzeciej klasie, w czasie kiedy rzeczywiście to wszystko się budowało, to było takie... Oczywiście byliśmy dzieciakami, nie byłem sam. To była jakaś taka grupa, z którą tutaj przychodziłem. Większość z tych osób już w tej chwili w Bydgoszczy niestety nie mieszka i mam z nimi słaby kontakt albo właściwie nie mam go w ogóle. Z taką parą, z którą bardzo intensywnie wówczas się przyjaźniłem, czyli z rodzeństwem Gutmańskich trochę jeszcze tego kontaktu mam, oni wyprowadzili się z Bydgoszczy na studia, więc przed taką, jak dla mnie, powiedzmy drugą erą. Dla mnie były trzy ery w kwestii Mózgu. Pierwsza, podczas której byłem absolutnie zafascynowany tym, co się dzieje w tym miejscu, mało z tego rozumiejąc. Ani muzycznie, ani jakkolwiek – nie miałem żadnych kwalifikacji. Dzisiaj będę takiego języka używał, wtedy bym powiedział, że nic z tego nie rozumiałem. Nie miałem żadnych kwalifikacji do tego, żeby odbierać sztukę, która była prezentowana w Mózgu, żeby odbierać jego sens...

M. Z.: Co też może być w zasadzie atutem.

A. H.: Tak, bo byłem zupełnie pozbawiony jakichkolwiek uprzedzeń, jakichś skrzywień myślenia o tym i tak dalej. To wszystko było jakąś gigantyczną przygodą w tamtym czasie, jakąś taką eksploracją muzyki, literatury, sztuk wizualnych, no i oczywiście to wszystko było superatrakcyjne, czyli artyści rozmawiający o różnych ciekawych rzeczach, palący papierosy. To wszystko było wówczas jeszcze takie, że tak powiem, książkowe, czyli ten smog, który się unosił w Mózgu był jakąś taką rzeczą, która potem pojawiała się w literaturze czy w filmach, które zacząłem mocno konsumować. To wszystko zamykało się w jakiejś wielkiej przygodzie nastolatków, które przychodzą raz na jakiś czas do klubu, do którego właściwie nie mogą wejść, bo są jeszcze nieletni. Jakieś pierwsze papierosy, pierwsze piwo wypite w klubie, pierwszy duży koncert zobaczony, usłyszany, pierwsze spotkanie z jakimś autorem i tak dalej. Dla niektórych ta inicjacja przechodziła zapewne inaczej. Dla mnie miała aspekt mocno barowy. Potem nastąpiła ta druga część już bardziej świadomego odbioru spraw, czyli to co się działo po roku dwutysięcznym. Takim dużym zaznaczeniem była śmierć Jacka Majewskiego, którego oczywiście nie znałem prywatnie, bo byłem za młody, żeby być na jakiejkolwiek stopie partnerskiej w tamtym czasie. Niemniej myślę, że mnie i parę innych osób mógł kojarzyć przez to, że rzeczywiście bardzo dużo przychodziliśmy, kupowaliśmy płyty, szukaliśmy ich i rozmawialiśmy o nich. Przerażający był epizod związany z jego chorobą i śmiercią. Potem zaczęła się dla mnie kryzysowa era klubu, łącznie z jakąś próbą odwrotu od tego miejsca, takim zmęczeniem, jednostajnością, zamkniętym małym gronem ludzi, którzy bezustannie mówią o tym samym. Kolejną dużą erą jest takie aktywne funkcjonowanie w Mózgu, nie tylko jako odbiorca, ale również jako twórca, niekoniecznie jako artysta, ale bardziej jako osoba, która prezentuje rzeczy. Dla mnie zaczęła się wielka przygoda w pokazywanie filmów. Pierwsze przeglądy robiłem już w 2006 roku. Pierwszy przegląd, który w ogóle zrobiłem nazywał się Rosyjskie preludium. Wówczas jeszcze nie było Sputnika, ale już się pojawiło takie wydawnictwo 35mm, które zaczęło wydawać płyty DVD z filmami...

M. Z.: ...a wcześniej nie było też cyklu "Never seen in Bydgoszcz"?

A. H.: Nie, "Never seen..." pojawiło się w roku 2008, w czasie gdy zostało zamknięte kino Adria. To się działo mniej więcej jednocześnie. Po Rosyjskim Preludium był Czeski Festiwal, czyli przegląd filmów czeskich z lat '90 i '00, który zrobiłem właśnie w Adrii, potem zrobiłem Przegląd Filmów AnimEwanych, czyli anime. To było takie podsumowanie, bo Monolith wówczas wydał taki duży box i zrobił repremierę tych wszystkich filmów. Wówczas to się dla mnie zaczęło bardzo intensywnie. No i oczywiście magazyn Moment. Starałem się, żeby był on bardzo zaprzyjaźniony z tym miejscem. W ogóle zawsze uważałem to miejsce za takie autentyczne centrum kultury. Dzisiaj mamy Miejskie Centrum Kultury, które funkcjonuje w kontekście instytucjonalnym, przypisanym tej roli, a to miejsce było takim autentycznym, naturalnym miejscem, którego gravitas powodowało, że wszyscy tutaj lgnęli. Jeżeli chciałeś mieć kontakt z kulturą współczesną, czy w ogóle z kulturą, to to było w sumie jedyne miejsce przez długi czas, które było autentyczne, prawdziwe w tym temacie i najbardziej bogate.

M. Z.: Pytanie odnoszące się do kultury i wpływu, które zadałem ci na początku, ma swoją drugą odnogę. Z racji tego, że od lat zajmujesz się animacją kultury, masz styczność z różnymi mikrośrodowiskami, również w obrębie tego miasta. To co mnie interesuje, to postrzeganie wpływu tego miejsca i znaczenia dla lokalnej społeczności. Jak postrzegasz ten wpływ, ustawiając się niejako na zewnątrz Mózgowego środowiska?

A. H.: Myślę, że ta percepcja Mózgu może być bardzo różna. Po tylu latach można już robić pewne podsumowania. Wydaje mi się, że te niespełna dwadzieścia pięć lat trzeba dzielić na jakieś epoki, bo w różnych punktach istnienia tego miejsca miało ono różne znaczenia dla różnych grup. Jest to rzecz nakreślona grubą kreską. Rzeczywiście zmieniała się rola Mózgu wobec różnych środowisk, ale jakąś taką wspólną rzeczą, zarówno w kontekście czasu, jak i tych środowisk, było to, że to miejsce zawsze było otwarte na to, żeby robić rzeczy odważne w sensie braku jakiejś cenzury czy wymogów finansowych. To zawsze było miejsce, w którym można było zrobić różne rzeczy, cokolwiek to znaczy. Można było zrobić spektakl właściwie bez pieniędzy, można było zrobić spotkanie z autorem książek, można było zrobić film, można było pokazać film, zrobić koncert i tak dalej. Mózg, jako fizyczna przestrzeń, był takim punktem zbornym, w którym ludzie dorastali w kontekście swoich umiejętności muzycznych. Poza częścią wystawienniczą jest również ta część na dole, w której są tak zwane kanciapy, studio, w którym możesz nagrać płytę czy udźwiękowić jakieś rzeczy. Jest część hostelowa. W tych różnych punktach na tym kontinuum czasowym różne rzeczy się działy.

M. Z.: Przejdźmy dalej. W Bydgoszczy pojawia się wiele osób napływowych. Nawet jeśli niektórzy tego nie dostrzegają, to tak jest. Oprócz tego artyści z różnych części świata tutaj bywają. Nie wiem czy się kiedyś tobie zdarzyło, że ktoś, kto słyszał kiedyś o tym klubie, zapytał cię o to, co w nim jest takiego wyjątkowego? O co tak właściwie z tym klubem chodzi?

A. H.: To się zdarza wielokrotnie. Ludzie są czasami rozczarowani tym co widzą, bo legenda na zewnątrz jest tak duża. Czasami też są rozczarowani czy zdziwnieni bardzo pozytywnie. Być może dzieje się tak dlatego, że ludzie przywiązują za dużo wagi do tego co uważają. Jak potem się zderzają z rzeczywistością, to mają różne emocje, czasami pozytywne, czasami negatywne. Ale zdarzyło mi się to wielokrotnie, że ktoś mnie pytało o co chodzi z tym całym miejscem, bo ono jest takie niby legendarne, a w sumie nie wiadomo dlaczego. To pewnie wynika z tego, że ta część taka najbardziej legendarna przypada na tą pierwszą część historii Mózgu, do której się cofnąć nie da. Poza tym są ludzie, którzy mają lat dwadzieścia i dopiero się wówczas rodzili...

M. Z.: ...i ci ludzie też teraz przychodzą do klubu. Młodzi ludzie się pojawiają, co mnie osobiście cieszy.

A. H.: Wydaje mi się, że oni nigdy nie zniknęli. Z poszczególnych pokoleń zawsze wyłaniała się grupa, która była bardziej zainteresowana rzeczami prezentowanymi przez Mózg. Największym przekleństwem Mózgu i jego odbiorców, publiki było to, że przychodziła do niego ta część najbardziej ambitna, w takim sensie, że miała największe potrzeby w konsumpcji kultury, w kontakcie międzyludzkim. Ci ludzie dosyć szybko orientowali się, że poza Mózgiem nie bardzo jest gdzie kontynuować swoje pasje, że Mózg jest jedyną alternatywą. To zawsze jest ta sytuacja, w której Mózg jest nastawiony na tych ludzi, którzy są, że tak powiem, najbardziej interesujący i zainteresowani prezentowanymi tematami, a jednocześnie to jest ta grupa, która najszybciej z miasta wyjeżdża, co powoduje permanentny kryzys tego miejsca w kontekście publiczności. To jest jakiś paradoks. Nie wszyscy oczywiście wyjeżdżają, niemniej musisz przyznać, bo widzimy to na własne oczy, że drenaż jest niesamowity. Szczególnie w ostatnim okresie, w którym ja osobiście pożegnałem kilkanaście osób.

M. Z.: No i sam w sumie też się pożegnałeś, bo w zasadzie jesteś już bardziej w Warszawie.

A. H.: Tak, to prawda, chociaż z miastem jestem i zawsze będę skontaktowany. Mam ukuty taki frazes mówiący o tym, że warszawiakiem się bywa, a bydgoszczaninem się jest. Ja jestem w trzecim pokoleniu bydgoszczaninem, urodziłem się w tym mieście i to, że w tej chwili tymczasowo mieszkam w Warszawie, nie oznacza, że porzuciłem to miasto.

Przypis bibliograficzny
Zieliński, Mikołaj i Hapka, Arkadiusz, “BAROWY ASPEKT INICJACJI,” MÓZG archiwum, Dostęp 14 listopada 2019, http://archiwum.mozg.art.pl/items/show/99.
Relacje między zasobami

Zasób nie ma zdefiniowanych relacji