Identyfikator
R17t007
Data
Tytuł
DO KLUBU PRZYCHODZI SIĘ, ABY COŚ PRZEŻYĆ
DO KLUBU PRZYCHODZI SIĘ, ABY COŚ PRZEŻYĆ

Opis
Tekst
<!DOCTYPE HTML PUBLIC "-//W3C//DTD HTML 4.0 Transitional//EN">
<p><strong>Mikołaj Zieliński: Czy powstanie klubu Mózg miało dla pana jakieś znaczenie? Jeżeli tak – jakie?</strong></p>
<p>Stefan Pastuszewski: Gdy klub powstawał, byłem wiceprezydentem miasta i sprawy lokalowe – a Mózg ulokował się w lokalu miejskim – mnie podlegały. Ja bez żadnych problemów zgodziłem się na taką lokalizację, natomiast potem pojawiły się jednak problemy z otoczeniem, problemy lokatorskie. Chodziło o, załóżmy, emitowany hałas czy jakieś może gwałtowne ruchy czasami wieczorne w tych okolicach – to jest wszystko normalne. Musiałem zatem przeprowadzić taką operację załagodzenia tego konfliktu. Ta operacja właśnie mniej więcej polegała na tym, że jakoby wymusiłem na twórcach klubu pewną taką dycyplinę, jeśli chodzi o funkcjonowanie w otoczeniu, ale też jakąś izolację tych sal Mózgowych. To taka sprawa, można powiedzieć, techniczna, organizacyjna. Natomiast dla mnie, jako twórcy kultury klub Mózg był czymś oryginalnym i uważam, że bardzo potrzebnym. To była taka subkultura, bardzo taka dynamiczna, ale sensowna. To nie była subkultura anarchizująca w sensie społecznym. Mogła anarchizować w sensie kulturalno-artystycznym i bardzo dobrze, natomiast w sensie społecznym – nie i ja się bardzo cieszyłem z tego powodu. Zawsze martwiłem się, że Bydgoszcz jest gdzieś tam w ogonie pewnych procesów kulturalnych czy kulturalno-społecznych, a tutaj nagle znalazła się w czołówce, więc byłem nawet dumny z tego klubu. Po dziś dzień darzę klub sympatią. Cały czas, jak mogłem, otaczałem klub pewną opieką, bo różne są sytuacje, kiedy różni ludzie z różnych powodów starali się przeszkodzić, a może nawet zdemontować ten klub.</p>
<p><strong>M. Z.: Wiem też, że w tym czasie, gdy najpierw powstały Trytony, potem powstał Mózg, w zasadzie w Bydgoszczy nie było żadnych klubów.</strong></p>
<p>S. P.: Nie było. Klub Mózg był prekursorem, nie clubbingu we współczesnym tego słowa rozumieniu, chociaż ma też takie cechy, ale jest jednak klubem ambitnym. To znaczy był klubem, ambitnym, a teraz? No, dawno nie byłem w tym klubie. Pamiętam, że jak przyjeżdżali goście na przykład z zagranicy, to ich prowadziłem do tego klubu. Z takich tradycyjnych społeczności, jak na przykład serbska – wiceburmistrz miasta Kragujevac był trochę zdziwiony, nawet przerażony i szybko klub opuścił (śmiech). No ale dla mnie jest to bardzo cenne zjawisko.</p>
<p><strong>M. Z.: To mnie również interesuje – w jaki sposób jest postrzegane znaczenie czy też wpływ działalności klubu zarówno na lokalną społeczność, jak i gości, którzy się pojawiają?</strong></p>
<p>S. P.: Wpływ był ogromny, szczególnie w pierwszym dziesięcioleciu, można powiedzieć – w pierwszym okresie. Potem, kiedy zaczęły powstawać jakieś instytucje podobne, a właściwie niepodobne, ale które wchodziły w ten obszar kultury ludzi młodych czy subkultury, to klub stał się jednym z wielu elementów tej pluralistycznej mozaiki kulturalnej miasta Bydgoszczy. Mogę tylko powiedzieć – choć to może jest moja wina, że ja nie śledzę, że może nie wiem co się w klubie dzieje – ale tak mi się wydaje, że jest mniej zauważalny niż przez pierwszych dziesięć lat.</p>
<p><strong>M. Z.: Może to też ze względu na to, że jest po prostu większa różnorodność w kontekście minionych czasów?</strong></p>
<p>S. P.: Oczywiście, że tak. Poza tym niestety wszystko na tym świecie się zużywa. Nie wiem czy klub Mózg się zużył. Był taki kryzys. Obserwowałem ten kryzys. Klubowicze do mnie przychodzili jako do takiego, załóżmy, jakoby nieoficjalnego patrona-niepatrona, kogoś, kto ten klub wspiera, no i sugerowali jakieś rozwiązania natury formalno-prawnej. Nie podjąłem się tego zadania. Stwierdziłem, że klub musi sam z tych problemów wyjść, no i chyba wyszedł.</p>
<p><strong>M. Z.: No tak, ponieważ działa po dziś dzień, a nawet jest też filia w Warszawie.</strong></p>
<p>S. P.: Tak, wiem, że jest filia w Warszawie. Nie wiem na czym ona polega.</p>
<p><strong>M. Z.: Działalność bydgoska i warszawska jest mniej więcej tożsama. Zdarza się oczywiście, że jedni artyści częściej grają tam, a drudzy częściej tutaj, ale zdarzają się wymiany.</strong></p>
<p>S. P.: Słyszałem o tym. Jest to dobre rozwiązanie, bo jednak mimo wszystko przygotowanie jakiejś akcji, jakiegoś działania czy jakiejś imprezy nie jest łatwe i zawsze szkoda, że jest to tylko jednorazowe. W ten sposób zawsze można coś powtórzyć, a artyści są chyba bardziej zadowoleni, że mają zabezpieczone przynajmniej te dwa-trzy występy.</p>
<p><strong>M. Z.: Wspomniał pan wcześniej o gościach z zagranicy, którzy się pojawiali, których pan prowadził. Mi również się zdarzało, że niektóre osoby spoza miasta albo spoza kraju, które się zjawiały w klubie, odczuwały coś takiego, jakby to miejsce było w jakiś sposób wyjątkowe, dajmy na to, w skali kraju, bo nie chcę tu mówić: świata, choć dla niektórych również. Czy obserwował pan takie reakcje? Czy dało się odczuć, że dzieje się tam coś naprawdę wyjątkowego?</strong></p>
<p>S. P.: Tak, chociaż z uwagi na taką, mówiąc delikatnie, swobodną atmosferę starsi ludzie byli trochę tacy, nie powiem, zalęknieni co się stanie. Tym bardziej jeżeli się przyjeżdża z kraju, który ma inny typ cywilizacji do innego kraju, to też jest takie zaskoczenie. Ja ilekroć w klubie bywam, też odczuwam taką atmosferę pewnej wyjątkowości. Trudno powiedzieć na czym to polega, nie jestem w stanie tego zidentyfikować, ale można powiedzieć, że jest oryginalnie lub po prostu inaczej.</p>
<p><strong>M. Z.: A jeśli chodzi o jakieś odczucia osobiste, to czy dla pańskiej działalności instytucja tego klubu miała jakieś znaczenie? Czy odczuł pan na przykład jakąś zmianę w swojej działalności artystycznej?</strong></p>
<p>S. P.: Na pewno tak. Jako też artysta muszę się liczyć z tymi, którzy następują po mnie, w sensie wiekowym, pokoleniowym. Obserwuję to i też mnie to, może nie tyle nauczyło, co skłoniło do większej swobody, może do większego luzu. Tutaj też jest zawsze problem, ja tak analizuję niektóre wystąpienia, bo czasem bywam, bywam zapraszany. Byłem chyba na poprzednim jubileuszu. Bywałem w teatrze, gdzie klubowicze też występowali w ramach cyklu, który dyrektor Łysak prowadził. To było naprawdę bardzo dobre. Byłem na tym przedstawieniu i się bardzo cieszyłem, że się udaje utrzymać taki wysoki czy poziom artystyczny, czy może interesujący, bo co to znaczy wysoki poziom artystyczny? Tylko to, że często te imprezy są spóźnione, organizacyjnie chaotyczne... no ale to też jest klimat. Przecież do klubu się nie przychodzi na określoną godzinę. Do klubu się przychodzi, żeby po prostu coś przeżyć. Ja mogę powiedzieć o swoich przeżyciach i doświadczeniach sprzed kilku lat, bo dawno nie byłem. Mam nadzieję, że na jubileusz zostanę zaproszony.</p>
<p><strong>M. Z.: Nie widzę powodu, dla którego miałoby tak nie być. Z racji tego, że należy pan do tej "starszyzny" kulturalnej, nie wiem jak pan postrzega rozwój sztuk audiowizualnych w Polsce i na świecie. Czy widzi pan jakieś powiązania jeśli chodzi o działalność Mózgu a tendencje w sztukach audiowizualnych?</strong></p>
<p>S. P.: Nie mogę na to odpowiedzieć, ponieważ nie znam tego, nie orientuję się. Zwykle też się tym nie interesuję z uwagi na to, że dla mnie to już jest pewien chaos, a ja muszę porządkować niektóre swoje sprawy.</p>
<p><strong>M. Z.: Rozumiem. Chciałbym jeszcze zahaczyć o jedną kwestię. Ponieważ klub zawsze starał i stara się nadal współpracować z innymi instytucjami kultury w mieście – bo współpracował i z teatrem, i z MCK-iem, i z MOK-iem, i z BWA, i tak dalej – jakby pan widział w przyszłości nie tylko współpracę klubu z innymi instytucjami, ale współpracę między wszystkimi instytucjami kultury w tym mieście?</strong></p>
<p>S. P.: Instytucja kultury ma to do siebie, że bardzo często ma charakter autorski, a między autorami przedsięwzięć zawsze jest konkurencja. Współpraca jest potrzebna i ona daje owoce, na przykład tak, jak z tym Teatrem Polskim, natomiast jest ona bardzo trudna. Pytanie czy ona jest potrzebna? Jest potrzebna właśnie. W związku z tym, że obecnie sztuka jest spychana na margines świadomości społecznej w społeczeństwie konsumpcjonistycznym, powinny być takie mocne uderzenia, aby wrócić do świadomości społecznej. Wtedy wspólnymi siłami można zrobić więcej, bo jeden ma taki typ publiczności czy, można powiedzieć, klientów, czy współpracowników, a inny ma taki. Ja dwa razy prowadziłem spotkania autorskie w Mózgu. Jest taki poeta z Płocka, Andrzej Dorobek, który powiedział, że gdzie indziej nie wystąpi, tylko w Mózgu. A że ja go zapraszałem, finansowałem jego przybycie, więc musiałem to spotkanie poprowadzić. Spotkanie jak to spotkanie – było ciekawe. Jednak trzeba przyznać, że do klubu nie tylko chodzą młodzi ludzie. Po tych dwudziestu trzech latach chodzą też już podstarzali ludzie, ale nie tylko po to, żeby się napić piwa. Jednak mimo wszystko oni wiedzą, że jest to klub artystyczny, klub kulturalny. To nie jest taki klub, załóżmy, konsumpcyjny. Więc to spotkanie, nawet dla przypadkowej publiczności, też było sensowne, bo widać było, że ktoś jest, może nie tyle – zainteresowany, ale przynajmniej z szacunkiem odnosi się do poety i do mnie, że coś dla kultury i dla sztuki usiłujemy zrobić. To bardzo dobre pytanie o tę współpracę, bo sądzę, że ta udana współpraca z Teatrem Polskim powinna może być kontynuowana, może też z innymi placówkami. Znam trochę tę sytuację w Bydgoszczy. Każdy tam swoje ciągnie. Jest też problem finansowy, sprzętowy, ambicjonalny. Jako wieloletni członek Komisji Kultury i Nauki Rady Miasta Bydgoszczy przy takim dorocznym podsumowaniu działalności kulturalnej w mieście wymieniam ten klub wraz z placówkami zawodowymi, takimi jak teatr, opera i jeszcze mówię, że: "Zwróćcie uwagę, że jest jeszcze 'subkultura' – klub Mózg, który w tym zakresie dorównuje tym instytucjom profesjonalnym".</p>
<p><strong>M. Z.: Miejmy nadzieję, że taka współpraca będzie się rozwijać. Osobiście uważam, że im mniej instytucje kultury się hermetyzują, zwłaszcza w obrębie nie aż tak wielkiej aglomeracji, jaką jest Bydgoszcz, tym lepiej dla miasta.</strong></p>
<p>S. P.: Dużo zależy od ludzi. Także wie pan – od ludzi zależało powstanie klubu i od ludzi zależy potem funkcjonowanie. Tym bardziej, że nie ma ograniczeń natury prawnej czy nawet finansowej. Jest tylko wspólna praca, pomysł i chęć. Dobra wola nie wystarczy. Ktoś może mieć dobrą wolę i na wszystko się zgadza, a ktoś jednak musi mieć jakąś dynamikę w tym wszystkim. Potrzebna jest jakaś osoba czy grupa energetyczna. Trzeba próbować.</p>
<p><strong>Mikołaj Zieliński: Czy powstanie klubu Mózg miało dla pana jakieś znaczenie? Jeżeli tak – jakie?</strong></p>
<p>Stefan Pastuszewski: Gdy klub powstawał, byłem wiceprezydentem miasta i sprawy lokalowe – a Mózg ulokował się w lokalu miejskim – mnie podlegały. Ja bez żadnych problemów zgodziłem się na taką lokalizację, natomiast potem pojawiły się jednak problemy z otoczeniem, problemy lokatorskie. Chodziło o, załóżmy, emitowany hałas czy jakieś może gwałtowne ruchy czasami wieczorne w tych okolicach – to jest wszystko normalne. Musiałem zatem przeprowadzić taką operację załagodzenia tego konfliktu. Ta operacja właśnie mniej więcej polegała na tym, że jakoby wymusiłem na twórcach klubu pewną taką dycyplinę, jeśli chodzi o funkcjonowanie w otoczeniu, ale też jakąś izolację tych sal Mózgowych. To taka sprawa, można powiedzieć, techniczna, organizacyjna. Natomiast dla mnie, jako twórcy kultury klub Mózg był czymś oryginalnym i uważam, że bardzo potrzebnym. To była taka subkultura, bardzo taka dynamiczna, ale sensowna. To nie była subkultura anarchizująca w sensie społecznym. Mogła anarchizować w sensie kulturalno-artystycznym i bardzo dobrze, natomiast w sensie społecznym – nie i ja się bardzo cieszyłem z tego powodu. Zawsze martwiłem się, że Bydgoszcz jest gdzieś tam w ogonie pewnych procesów kulturalnych czy kulturalno-społecznych, a tutaj nagle znalazła się w czołówce, więc byłem nawet dumny z tego klubu. Po dziś dzień darzę klub sympatią. Cały czas, jak mogłem, otaczałem klub pewną opieką, bo różne są sytuacje, kiedy różni ludzie z różnych powodów starali się przeszkodzić, a może nawet zdemontować ten klub.</p>
<p><strong>M. Z.: Wiem też, że w tym czasie, gdy najpierw powstały Trytony, potem powstał Mózg, w zasadzie w Bydgoszczy nie było żadnych klubów.</strong></p>
<p>S. P.: Nie było. Klub Mózg był prekursorem, nie clubbingu we współczesnym tego słowa rozumieniu, chociaż ma też takie cechy, ale jest jednak klubem ambitnym. To znaczy był klubem, ambitnym, a teraz? No, dawno nie byłem w tym klubie. Pamiętam, że jak przyjeżdżali goście na przykład z zagranicy, to ich prowadziłem do tego klubu. Z takich tradycyjnych społeczności, jak na przykład serbska – wiceburmistrz miasta Kragujevac był trochę zdziwiony, nawet przerażony i szybko klub opuścił (śmiech). No ale dla mnie jest to bardzo cenne zjawisko.</p>
<p><strong>M. Z.: To mnie również interesuje – w jaki sposób jest postrzegane znaczenie czy też wpływ działalności klubu zarówno na lokalną społeczność, jak i gości, którzy się pojawiają?</strong></p>
<p>S. P.: Wpływ był ogromny, szczególnie w pierwszym dziesięcioleciu, można powiedzieć – w pierwszym okresie. Potem, kiedy zaczęły powstawać jakieś instytucje podobne, a właściwie niepodobne, ale które wchodziły w ten obszar kultury ludzi młodych czy subkultury, to klub stał się jednym z wielu elementów tej pluralistycznej mozaiki kulturalnej miasta Bydgoszczy. Mogę tylko powiedzieć – choć to może jest moja wina, że ja nie śledzę, że może nie wiem co się w klubie dzieje – ale tak mi się wydaje, że jest mniej zauważalny niż przez pierwszych dziesięć lat.</p>
<p><strong>M. Z.: Może to też ze względu na to, że jest po prostu większa różnorodność w kontekście minionych czasów?</strong></p>
<p>S. P.: Oczywiście, że tak. Poza tym niestety wszystko na tym świecie się zużywa. Nie wiem czy klub Mózg się zużył. Był taki kryzys. Obserwowałem ten kryzys. Klubowicze do mnie przychodzili jako do takiego, załóżmy, jakoby nieoficjalnego patrona-niepatrona, kogoś, kto ten klub wspiera, no i sugerowali jakieś rozwiązania natury formalno-prawnej. Nie podjąłem się tego zadania. Stwierdziłem, że klub musi sam z tych problemów wyjść, no i chyba wyszedł.</p>
<p><strong>M. Z.: No tak, ponieważ działa po dziś dzień, a nawet jest też filia w Warszawie.</strong></p>
<p>S. P.: Tak, wiem, że jest filia w Warszawie. Nie wiem na czym ona polega.</p>
<p><strong>M. Z.: Działalność bydgoska i warszawska jest mniej więcej tożsama. Zdarza się oczywiście, że jedni artyści częściej grają tam, a drudzy częściej tutaj, ale zdarzają się wymiany.</strong></p>
<p>S. P.: Słyszałem o tym. Jest to dobre rozwiązanie, bo jednak mimo wszystko przygotowanie jakiejś akcji, jakiegoś działania czy jakiejś imprezy nie jest łatwe i zawsze szkoda, że jest to tylko jednorazowe. W ten sposób zawsze można coś powtórzyć, a artyści są chyba bardziej zadowoleni, że mają zabezpieczone przynajmniej te dwa-trzy występy.</p>
<p><strong>M. Z.: Wspomniał pan wcześniej o gościach z zagranicy, którzy się pojawiali, których pan prowadził. Mi również się zdarzało, że niektóre osoby spoza miasta albo spoza kraju, które się zjawiały w klubie, odczuwały coś takiego, jakby to miejsce było w jakiś sposób wyjątkowe, dajmy na to, w skali kraju, bo nie chcę tu mówić: świata, choć dla niektórych również. Czy obserwował pan takie reakcje? Czy dało się odczuć, że dzieje się tam coś naprawdę wyjątkowego?</strong></p>
<p>S. P.: Tak, chociaż z uwagi na taką, mówiąc delikatnie, swobodną atmosferę starsi ludzie byli trochę tacy, nie powiem, zalęknieni co się stanie. Tym bardziej jeżeli się przyjeżdża z kraju, który ma inny typ cywilizacji do innego kraju, to też jest takie zaskoczenie. Ja ilekroć w klubie bywam, też odczuwam taką atmosferę pewnej wyjątkowości. Trudno powiedzieć na czym to polega, nie jestem w stanie tego zidentyfikować, ale można powiedzieć, że jest oryginalnie lub po prostu inaczej.</p>
<p><strong>M. Z.: A jeśli chodzi o jakieś odczucia osobiste, to czy dla pańskiej działalności instytucja tego klubu miała jakieś znaczenie? Czy odczuł pan na przykład jakąś zmianę w swojej działalności artystycznej?</strong></p>
<p>S. P.: Na pewno tak. Jako też artysta muszę się liczyć z tymi, którzy następują po mnie, w sensie wiekowym, pokoleniowym. Obserwuję to i też mnie to, może nie tyle nauczyło, co skłoniło do większej swobody, może do większego luzu. Tutaj też jest zawsze problem, ja tak analizuję niektóre wystąpienia, bo czasem bywam, bywam zapraszany. Byłem chyba na poprzednim jubileuszu. Bywałem w teatrze, gdzie klubowicze też występowali w ramach cyklu, który dyrektor Łysak prowadził. To było naprawdę bardzo dobre. Byłem na tym przedstawieniu i się bardzo cieszyłem, że się udaje utrzymać taki wysoki czy poziom artystyczny, czy może interesujący, bo co to znaczy wysoki poziom artystyczny? Tylko to, że często te imprezy są spóźnione, organizacyjnie chaotyczne... no ale to też jest klimat. Przecież do klubu się nie przychodzi na określoną godzinę. Do klubu się przychodzi, żeby po prostu coś przeżyć. Ja mogę powiedzieć o swoich przeżyciach i doświadczeniach sprzed kilku lat, bo dawno nie byłem. Mam nadzieję, że na jubileusz zostanę zaproszony.</p>
<p><strong>M. Z.: Nie widzę powodu, dla którego miałoby tak nie być. Z racji tego, że należy pan do tej "starszyzny" kulturalnej, nie wiem jak pan postrzega rozwój sztuk audiowizualnych w Polsce i na świecie. Czy widzi pan jakieś powiązania jeśli chodzi o działalność Mózgu a tendencje w sztukach audiowizualnych?</strong></p>
<p>S. P.: Nie mogę na to odpowiedzieć, ponieważ nie znam tego, nie orientuję się. Zwykle też się tym nie interesuję z uwagi na to, że dla mnie to już jest pewien chaos, a ja muszę porządkować niektóre swoje sprawy.</p>
<p><strong>M. Z.: Rozumiem. Chciałbym jeszcze zahaczyć o jedną kwestię. Ponieważ klub zawsze starał i stara się nadal współpracować z innymi instytucjami kultury w mieście – bo współpracował i z teatrem, i z MCK-iem, i z MOK-iem, i z BWA, i tak dalej – jakby pan widział w przyszłości nie tylko współpracę klubu z innymi instytucjami, ale współpracę między wszystkimi instytucjami kultury w tym mieście?</strong></p>
<p>S. P.: Instytucja kultury ma to do siebie, że bardzo często ma charakter autorski, a między autorami przedsięwzięć zawsze jest konkurencja. Współpraca jest potrzebna i ona daje owoce, na przykład tak, jak z tym Teatrem Polskim, natomiast jest ona bardzo trudna. Pytanie czy ona jest potrzebna? Jest potrzebna właśnie. W związku z tym, że obecnie sztuka jest spychana na margines świadomości społecznej w społeczeństwie konsumpcjonistycznym, powinny być takie mocne uderzenia, aby wrócić do świadomości społecznej. Wtedy wspólnymi siłami można zrobić więcej, bo jeden ma taki typ publiczności czy, można powiedzieć, klientów, czy współpracowników, a inny ma taki. Ja dwa razy prowadziłem spotkania autorskie w Mózgu. Jest taki poeta z Płocka, Andrzej Dorobek, który powiedział, że gdzie indziej nie wystąpi, tylko w Mózgu. A że ja go zapraszałem, finansowałem jego przybycie, więc musiałem to spotkanie poprowadzić. Spotkanie jak to spotkanie – było ciekawe. Jednak trzeba przyznać, że do klubu nie tylko chodzą młodzi ludzie. Po tych dwudziestu trzech latach chodzą też już podstarzali ludzie, ale nie tylko po to, żeby się napić piwa. Jednak mimo wszystko oni wiedzą, że jest to klub artystyczny, klub kulturalny. To nie jest taki klub, załóżmy, konsumpcyjny. Więc to spotkanie, nawet dla przypadkowej publiczności, też było sensowne, bo widać było, że ktoś jest, może nie tyle – zainteresowany, ale przynajmniej z szacunkiem odnosi się do poety i do mnie, że coś dla kultury i dla sztuki usiłujemy zrobić. To bardzo dobre pytanie o tę współpracę, bo sądzę, że ta udana współpraca z Teatrem Polskim powinna może być kontynuowana, może też z innymi placówkami. Znam trochę tę sytuację w Bydgoszczy. Każdy tam swoje ciągnie. Jest też problem finansowy, sprzętowy, ambicjonalny. Jako wieloletni członek Komisji Kultury i Nauki Rady Miasta Bydgoszczy przy takim dorocznym podsumowaniu działalności kulturalnej w mieście wymieniam ten klub wraz z placówkami zawodowymi, takimi jak teatr, opera i jeszcze mówię, że: "Zwróćcie uwagę, że jest jeszcze 'subkultura' – klub Mózg, który w tym zakresie dorównuje tym instytucjom profesjonalnym".</p>
<p><strong>M. Z.: Miejmy nadzieję, że taka współpraca będzie się rozwijać. Osobiście uważam, że im mniej instytucje kultury się hermetyzują, zwłaszcza w obrębie nie aż tak wielkiej aglomeracji, jaką jest Bydgoszcz, tym lepiej dla miasta.</strong></p>
<p>S. P.: Dużo zależy od ludzi. Także wie pan – od ludzi zależało powstanie klubu i od ludzi zależy potem funkcjonowanie. Tym bardziej, że nie ma ograniczeń natury prawnej czy nawet finansowej. Jest tylko wspólna praca, pomysł i chęć. Dobra wola nie wystarczy. Ktoś może mieć dobrą wolę i na wszystko się zgadza, a ktoś jednak musi mieć jakąś dynamikę w tym wszystkim. Potrzebna jest jakaś osoba czy grupa energetyczna. Trzeba próbować.</p>
Przypis bibliograficzny
Zieliński, Mikołaj i Pastuszewski, Stefan, “DO KLUBU PRZYCHODZI SIĘ, ABY COŚ PRZEŻYĆ,” MÓZG archiwum, Dostęp 19 kwietnia 2026, https://archiwum.mozg.art.pl/items/show/104.
Relacje między zasobami
Zasób nie ma zdefiniowanych relacji